Reklama

Różaniec przy kamieniu milczenia. Czy Przasnysz doczeka się sprawiedliwości dla swoich Bohaterów?

02/03/2026 13:58

1 marca, godzina 19:00. Ulica Joselewicza w Przasnyszu. Czerń nocy przecina blask zniczy, a mroźne powietrze niesie szept modlitwy. To nie jest zwykłe spotkanie religijne. To pierwszy etap pogrzebu, który trwa już siedemdziesiąt pięć lat. Pogrzebu ppor. Stanisława Kakowskiego „Kaźmierczuka", którego doczesne szczątki wciąż są zakładnikami systemu, z którym walczył do ostatniego tchnienia.

Ostatni bój w płomieniach Kadzielni
Historia, o której przypomniała rodzina zamordowanego i przasnyszanie w Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych", swój tragiczny punkt kulminacyjny miała 14 października 1951 roku. Wtedy to, w miejscowości Kadzielnia, kilkusetosobowa obława KBW i UB osaczyła ostatni patrol z oddziału legendarnego Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja".
W zabudowaniach Eugeniusza Pszczółkowskiego uwięzieni zostali: ppor. Stanisław Kakowski, jego syn Henryk ps. „Herkules" oraz Jerzy Miączyński ps. „Bohun". Sceny, które rozegrały się o świcie, przypominały antyczną tragedię. Komuniści, nie mogąc złamać oporu partyzantów, użyli pocisków zapalających. Płonąca stodoła stała się stosem ofiarnym. Henryk i Jerzy zginęli w ogniu walki, próbując przebić się przez kordon obławy. Stanisław, stary żołnierz, który niejedno widział, pozostał w płomieniach do końca. Mówi się, że wybrał śmierć samobójczą – ostatni nabój zachował dla siebie, by uniknąć upodlenia w kazamatach bezpieki.

Katownia przy Joselewicza: Miejsce bez imion
Po walce oprawcy nie spoczęli. Ciała przewieziono do Przasnysza, do budynku przy ul. Joselewicza 4. To tam rozegrał się dramat rodziny. Żona Stanisława, Zofia, w akcie najwyższej determinacji i strachu o resztę bliskich, nie przyznała się do męża i syna. Ale oczy dzieci – Kazimierza i Krystyny – nie kłamały. Rozpoznali swoich.
Gdy rodzina błagała o wydanie ciał, by móc je po chrześcijańsku pochować, odpowiedziały im wyzwiska i agresja. Aparat przemocy UB chciał czegoś więcej niż śmierci – chciał wymazania z pamięci. Ciała wywieziono w nieznanym kierunku. Dziś przypuszcza się, że spoczywają w bezimiennych dołach, w dawnym ogrodzie UB lub w lesie Rostkowiaku.

Chichot historii i walka o pamięć
Spotkanie przy tablicy pamiątkowej, zainicjowane nekrologiem informującym o „pierwszym etapie pochówku", ma wymiar głęboko symboliczny. Skoro każdy pogrzeb zaczyna się od różańca, przasnyszanie postanowili go odprawić teraz, dając jasny sygnał władzy: nie zapomnieliśmy.
Podczas uroczystości dr Piotr Kaszubowski, przedstawiciel Społecznego Komitetu Budowy Pomnika, przekazał nadzieję na wzniesienie monumentu jeszcze w tym roku. Pozostaje jednak palące pytanie: czy budowa pomnika nie powinna zostać poprzedzona gruntownymi ekshumacjami? Czy stawianie monumentu na nieodkrytych grobach nie jest przedwczesnym zamykaniem rozdziału, który wciąż krwawi?
W tle tych wydarzeń pobrzmiewa bolesna ironia polityczna. Uczestnicy spotkania mają prawo czuć rozgoryczenie faktem, że dzisiejsza rzeczywistość polityczna wydaje się „chichotem historii". Rząd, który mieni się koalicją demokratyczną, a został powołany w symboliczną datę 13 grudnia, budzi u wielu skojarzenia z kontynuacją układów, które przed laty próbowały zdławić polskie dążenia do wolności. Trudno o bardziej gorzki paradoks niż fakt, że dzisiejszemu gabinetowi przewodzi Premier będący aktywnym uczestnikiem „nocnej zmiany", która doprowadziła do obalenia rządu Jana Olszewskiego – pierwszego w pełni demokratycznego rządu, który podjął realną próbę budowy wolnej Polski, o jakiej marzyli i za jaką ginęli Żołnierze Niezłomni.
U szczytów władzy, wywodzącej się z formacji politycznych będących spadkobiercami dawnego systemu, stanowią dla rodzin ofiar bolesny dowód na to, że proces dekomunizacji nigdy nie został w pełni dokonany.

Czekając na „Wydanie Szczątków"
Nekrolog Kakowskiego był jasny: „uroczystości zostaną odprawione zaraz po wydaniu przez aparat władzy publicznej doczesnych szczątków". To wezwanie do dzisiejszych decydentów. Czy państwo polskie znajdzie w sobie dość siły i godności, by sfinansować poszukiwania w przasnyskich ogrodach i pod garażami dawnej SB?
Póki co, ppor. Stanisław Kakowski „Kaźmierczuk" ma tylko różaniec i pamięć kilku pokoleń patriotów. To dużo, ale dla żołnierza, który oddał wszystko, to wciąż za mało. On wciąż czeka na swój ostatni meldunek – we własnym, poświęconym grobie.

J.Włodarczyk

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/03/2026 14:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ePrzasnysz.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości