Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nauczyciele doskonale zdają sobie sprawę z problemów uczniów.Prawda jest natomiast taka,że bez zgody dyrektora nauczyciel ma zwiazane ręce by jakoś przeciwstawiać sie tym patologiom.A dyrektorzy wolą przymykac oczy i udawać ,że wszystko jest w ich cudownych szkołach ok i wytykać nauczycielom,że: cytuję jedną z dyrektorek: "to pani skończyła studia dzienne, to pani powinna rozwiązywać problemy, nie ja". Po co zajmować się prawdziwymi problemami skoro można odciągnąć od nich uwagę przygotowywaniem idiotycznych wielogodzinnych apeli na których nauczycielki w ciąży mdleją z przemęczenia i nerwów.
Faktycznie, problemy w szkole narastają, i osłabia się kontakt nauczyciel-uczeń. ale zastanówmy się czym jest to spowodowane. Nie uważam aby dyrektorki wpływały na te relacje. moim zdaniem problem zaczyna się od liczności klas (nauczyciel nawet gdyby chciał to nie jest w stanie zauważyć wszystkich problemów i pomóc w ich rozwiązaniu), druga sprawa to czy nauczyciele chcą zauważać problemy (po co obarczać się kolejnymi problememi skoro ma się jeszcze tyle swoich, a zwłaszcza za takie pieniądze). A pedagodzy szkolni? W jaki sposób docierają do uczniów? pojawiają sie dopiero gdy problem narasta do poważnej rangi!!! a przecież wiadomo, że problem łatwiej rozwiązać gdy jest niewielki. Szkołę skończyłam niedawno i nie pamiętam abym kiedykolwiek rozmawiała z pedagogiem. jeśli chodzi o wagary to czym są spowodowane i dlaczego uczeń coraz częściej na nie chodzi? Uczeń nie przychodzi na zajęcia bo chce spotkać sie poza szkołą z kolegami albo nie przygotował się na zajęcia. I zaczyna się błędne koło. Bo przepadaja mu zajęcia i robią się zaległości więc najprostszym wyjściem jest co? kolejne wagary. Pytam ilu wychowawców sprawdza frekfercję po tygodniu czy dwóch i próbuje wyjaśnić indywidualnie co się stało, że uczeń opuszcza przykladowo chemię a na kolejnych zajęciach juz jest!!! Nie ma rozmów z osobami które maja problemy bo łatwiej na godz wych uzupełnić dziennik, wypić kawę a nie rozmawiać o tym co trapi uczniów. Nie chcę teraz bronić uczniów ale duża część winy leży po stronie nauczycieli.
Patologie ? Trzeba zacząć od najprostszej rzeczy> Gdy nasze dzieci chodziły do szkoły na wieczorkach, zabawach włączano dziką bełkotliwa muzykę na 150 decybeli. Mnie się nie udało jak ucywilizować tych imprez
a czasem i niektórzy uczniowie
hihihi :) a coraz więcej ich jest :) oj niedobrze
Największą patologią w szkołach sa dyrektorki
Nauczyciele doskonale zdają sobie sprawę z problemów uczniów.Prawda jest natomiast taka,że bez zgody dyrektora nauczyciel ma zwiazane ręce by jakoś przeciwstawiać sie tym patologiom.A dyrektorzy wolą przymykac oczy i udawać ,że wszystko jest w ich cudownych szkołach ok i wytykać nauczycielom,że: cytuję jedną z dyrektorek: "to pani skończyła studia dzienne, to pani powinna rozwiązywać problemy, nie ja". Po co zajmować się prawdziwymi problemami skoro można odciągnąć od nich uwagę przygotowywaniem idiotycznych wielogodzinnych apeli na których nauczycielki w ciąży mdleją z przemęczenia i nerwów.
Faktycznie, problemy w szkole narastają, i osłabia się kontakt nauczyciel-uczeń. ale zastanówmy się czym jest to spowodowane. Nie uważam aby dyrektorki wpływały na te relacje. moim zdaniem problem zaczyna się od liczności klas (nauczyciel nawet gdyby chciał to nie jest w stanie zauważyć wszystkich problemów i pomóc w ich rozwiązaniu), druga sprawa to czy nauczyciele chcą zauważać problemy (po co obarczać się kolejnymi problememi skoro ma się jeszcze tyle swoich, a zwłaszcza za takie pieniądze). A pedagodzy szkolni? W jaki sposób docierają do uczniów? pojawiają sie dopiero gdy problem narasta do poważnej rangi!!! a przecież wiadomo, że problem łatwiej rozwiązać gdy jest niewielki. Szkołę skończyłam niedawno i nie pamiętam abym kiedykolwiek rozmawiała z pedagogiem. jeśli chodzi o wagary to czym są spowodowane i dlaczego uczeń coraz częściej na nie chodzi? Uczeń nie przychodzi na zajęcia bo chce spotkać sie poza szkołą z kolegami albo nie przygotował się na zajęcia. I zaczyna się błędne koło. Bo przepadaja mu zajęcia i robią się zaległości więc najprostszym wyjściem jest co? kolejne wagary. Pytam ilu wychowawców sprawdza frekfercję po tygodniu czy dwóch i próbuje wyjaśnić indywidualnie co się stało, że uczeń opuszcza przykladowo chemię a na kolejnych zajęciach juz jest!!! Nie ma rozmów z osobami które maja problemy bo łatwiej na godz wych uzupełnić dziennik, wypić kawę a nie rozmawiać o tym co trapi uczniów. Nie chcę teraz bronić uczniów ale duża część winy leży po stronie nauczycieli.
Patologie ? Trzeba zacząć od najprostszej rzeczy> Gdy nasze dzieci chodziły do szkoły na wieczorkach, zabawach włączano dziką bełkotliwa muzykę na 150 decybeli. Mnie się nie udało jak ucywilizować tych imprez