W programie „Punkt widzenia Jankowskiego” na antenie Polsat News prowadzący Grzegorz Jankowski poruszył temat migracji młodych ludzi z mniejszych miejscowości do dużych miast. Jego wypowiedź, w której padło porównanie „kawa na Zbawiksie lepsza niż w Przasnyszu”, wywołała szeroką dyskusję – także w samym Przasnyszu.
Jankowski zauważył, że młodzi – szczególnie kobiety – coraz częściej wybierają Warszawę, Kraków, Wrocław, Poznań czy Trójmiasto, bo tam życie wydaje się atrakcyjniejsze. Social media pokazują im, że można „żyć inaczej niż własna matka i ojciec” – napić się latte na warszawskim Zbawiksie, znaleźć dobrze płatną pracę (7–8 tys. zł miesięcznie), czy spontanicznie polecieć za granicę na weekend.
Jednocześnie ostrzegł, że koncentracja ludności w pięciu największych miastach powoduje gwałtowny wzrost cen mieszkań i może być ryzykowna w przypadku kryzysu gospodarczego.
Na słowa dziennikarza szybko zareagował Łukasz Chrostowski, burmistrz Przasnysza, który w mediach społecznościowych bronił swojego miasta. Podkreślił, że:
najlepsze latte można wypić w lokalnych kawiarniach, takich jak Staropole, Cafe Rynek, Bez Rezerwacji, Kaczorek, Romanowscy czy Manhattan – i to „za normalne pieniądze”,
w Przasnyszu można wybudować dom za cenę mieszkania w Warszawie,
życie rodzinne jest spokojniejsze – „o 16:00 można już grillować z rodziną”,
oferta kulturalna i sportowa z roku na rok dorównuje dużym miastom,
przyszłe połączenie kolejowe z Warszawą może odwrócić trend migracyjny.
Chrostowski przypomniał też, że Przasnysz został uznany za jedno z 9 najlepszych miast powiatowych do życia w Polsce.
Pod postem burmistrza pojawiło się wiele komentarzy mieszkańców – jedni wskazywali na zalety życia w Przasnyszu, inni na problemy rynku pracy.
Anna Helena P. zauważyła, że w Przasnyszu dobra praca i mieszkanie często zależą od znajomości.
Monika KJ wskazała, że brak nowych dużych inwestycji przemysłowych sprawia, iż młodzi wyjeżdżają – otwierane są głównie sklepy i banki.
Daniel S. podkreślił, że rynek pracy w mieście jest słaby – sam zarabiał połowę tego, co obecnie w innym miejscu, a nadgodziny nie były płatne.
Damian W. dodał, że wcześniejsze kończenie pracy dotyczy głównie osób z „dobrymi układami” w urzędach.
Jacek K. podsumował, że Przasnysz może być świetnym miejscem dla emerytów z warszawską emeryturą, ale dla młodych brakuje perspektyw.
Gorąca wymiana zdań rozgorzała również pod samym postem Jankowskiego:
Krzysiek Z.: „Ten szeroki świat niczym nie różni się od wsi. W 5 miastach dalej większość roboty polega na fabryce, magazynach, Biedronkach, Żabkach, a nie na pracach biurowych.”
Edward G.: „Panie redaktorze, w małych miejscowościach nie ma pracy. A jak jest, to za najniższą.”
Jakub K.: „Za spadającą liczbę urodzeń odpowiada głównie tzw. model polaryzacyjno-dyfuzyjny i brak miejsc pracy w Polsce powiatowej, co skutkuje wymuszoną migracją do metropolii lub za granicę.”
Prze Mas: „Uciekam na wieś – odpowiednio zagospodarowane 10 ha daje większe pole manewru w kryzysie. Miasta drożeją i mogą stać się pułapką bez wyjścia – głód, nędza, a w skrajnych przypadkach kanibalizm. Wieś zawsze sobie poradzi.”
Andrzej K.: „Makabra – profesor od bankowości zarabia 30 tys., a 2 mln ludzi żyje w ubóstwie. PKB? My nic praktycznie nie budujemy, wszystko w obcych rękach.”
Wypowiedź Grzegorza Jankowskiego stała się punktem zapalnym do rozmowy o różnicach między życiem w metropoliach a w mniejszych miastach. Z jednej strony młodzi kuszeni są wizją „szerokiego świata” i wielkomiejskiego stylu życia, z drugiej – lokalni samorządowcy i mieszkańcy podkreślają zalety spokojniejszego rytmu, niższych kosztów i silniejszych więzi społecznych. Dyskusja pokazuje, że temat migracji młodych z Polski powiatowej pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań społecznych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie