Reklama

Naszym piłkarzom nie straszna i Polonia Warszawa

16/10/2008 01:04
Przyjazd do Przasnysza Polonii Warszawa zawsze wzbudza spore emocje. Nie ważne ilu jest akurat w zespole rezerw aktualnego lidera ekstraklasy graczy, którzy odzyskują formę w II zespole, grają w nim bo w formie jaka wymagana jest od zawodników ekstraklasy nie są lub po prostu ich czas jeszcze nie nastał.

Polonia to jednak Polonia i przekonało się już o tym wiele drużyn naszej ligi.

Najważniejsze, że piłkarze MKS Przasnysz zupełnie jakby o tym nie myśleli, byli skoncentrowani i i chcieli udowodnić wszystkim, że nie pękają przed nikim, jak chociażby grającym w sobotnim meczu w drużynie Polonii II Warszawa Grzegorzu Piechnie. I udowodnili.

A przecież zawodnik ten był sześciokrotnie był najlepszym strzelcem w pięciu ligach (WOY Bukowiec Opoczyński – 56 goli) w okręgówce, (dwukrotnie w barwach Ceramiki Paradyż (35 i 33 gole) w IV lidze, raz w Heko Czermno (23 bramki) w III lidze, i dwa razy w Koronie Kielce (18 i 21), raz w II lidze w sezonie 2004/2005 i raz w I lidze w sezonie 2005/2006). Piechna zwany przez kibiców "Kiełbasą" (pracował w zakładach mięsnych; przydomek ten w pierwotnej wersji brzmiał "Kiełbas" – literkę "a" dołożono w Kielcach) w sezonie 2005/2006 zdobył 21 bramek (w tym 16 goli na 17 rozegranych spotkań pierwszoligowych w rundzie jesiennej). Jego skuteczność została doceniona przez selekcjonera Pawła Janasa, który powołał go do reprezentacji Polski na mecz towarzyski z Estonią (Ostrowiec Świętokrzyski, 16 listopada 2005). W swoim reprezentacyjnym debiucie na boisku pojawił się w drugiej połowie meczu i w 87. minucie spotkania strzelił pięknego gola, ustalając wynik na 3:1. Piłkarz nie znalazł się jednak w kadrze narodowej na Mistrzostwa Świata w Niemczech w 2006.
4 stycznia 2006 angielski klub Birmingham City zainteresował się kupnem "Kiełbasy", ostatecznie jednak zawodnik przeniósł się w czerwcu 2006 do klubu rosyjskiej Premier Ligi Torpedo Moskwa, z którym podpisał 3-letni kontrakt, który został rozwiązany w 2007. 29 sierpnia 2007 roku podpisał roczny kontrakt z łódzkim Widzewem, którego barwy reprezentował przez całą rundę jesienną rozgrywając 7 meczów i nie zdobywając żadnej bramki.

W pierwszej połowie drużyna przasnyskiego MKS- u osiągnęła zdecydowaną przewagę optyczną i zdominowała środek pola. A podkreślić trzeba, że w meczu nie mógł wystąpić filar środkowej linii i najbardziej doświadczony piłkarz naszej drużyny Marcin Roman. Marcin „nazbierał” żółtych kartek, ale przyjechał na mecz i był razem z drużyną, choć niestety nie na boisku.

W 7 minucie doskonałą okazję do wyprowadzenia przasnyszan na prowadzenie był Paweł Olszewski, ale jego akcja nie przyniosła gola, a piłka po silnym uderzeniu minęła bramkę. „Żarówa miał w ciągu 15 minut kolejne 2 sytuacje bramkowe, ze znaną wszystkim kibicom MKS-u lekkością uwalniał się od krycia obrońcom i strzelał na bramkę. Ponownie jednak bez efektu bramkowego, w jednym przypadku na posterunku był świetnie tego dnia dysponowany bramkarz polonistów, a w kolejnej słupek uratował warszawian przed utratą gola. W międzyczasie po kolejnej akcji przasnyszan i rzucie rożnym w idealnej sytuacji znalazł się Maciej Bralczyk, jednak chyba sam zaskoczony sytuacją, z dwóch metrów trafił w dobrze ustawionego bramkarza.
Pod koniec pierwszej połowy do głosu zaczęła dochodzić Polonia, jednak dwa strzały zawodników ze stolicy minęły bramkę, natomiast wychodzącego sam na sam z naszym bramkarzem wspomnianego wcześniej Grzegorza Piechnę powstrzymał rozgrywający bardzo dobre spotkanie Zbigniew Lubowiedzki.

Mecz toczył się w szybkim tempie, a licznie zgromadzeni kibice oglądali konsekwentną i zachowawczą grę obu zespołów.
Do przerwy 0 – 0.

W 55 minucie drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymał Piechna, który najpierw swoją niemoc strzelecką okazał ironiczną krytyką decyzji sędziego, a następnie brutalnie sfaulował Piotra Piaseckiego. Do widzenia Panie Grzegorzu. Przasnysz to gościnne miasto, ale niczyjej gościnności nie można nadwyrężać. Życzymy powrotu do wielkiej formy.

Za to w przasnyskiej drużynie około 60” na placu gry za Pawła Wolińskiego pojawił się Dariusz Przebierała, który wprowadził spore ożywienie i był motorem napędowym kilku ładnych akcji.

Często mówię, lub piszę, że nasza drużyna ma charakter, gra do końca i strzela wiele bramek po 70 minucie meczu. Jak się później okazało, grający w 10 poloniści także charakter posiadają, a wyrównującego gola strzelili w zamieszaniu podbramkowym już w doliczonym czasie gry, kiedy sędzia szykował się do zakończenia zawodów.

Wcześniej jednak, bo w 70 minucie na prowadzenie wyprowadził nas Piotr Piasecki, dobijając piłkę po rzucie rożnym wykonywanym przez przasnyszan. I było pięknie. Jednak grająca w osłabieniu Polonia rozkręcała się i wyglądała coraz korzystniej. Do pełni szczęścia zabrakło niewiele. Jednak cieszy punkt zdobyty z trudnym przeciwnikiem i tylko jedna stracona i to dość przypadkowo bramka.

Gra się do końca. A może zmiany taktyczne naszego trenera w końcówce meczu uchroniłyby zespół przed takim zakończeniem spotkania i dowieźlibyśmy zwycięstwo do końca. Z drugiej jednak strony wynik mógł być zupełnie inny, gdyby nie wspomniana konsekwentna gra drużyny i doskonała postawa bramkarza. A może, co widziała większość zgromadzonych na stadionie kibiców, podczas ostatniej feralnej dla nas akcji Polonii, nasz obrońca Paweł Mazurkiewicz był faulowany, czego sędzia nie zauważył. Gdybać zawsze można, ale przecież ławkę mamy szeroką, a Ci którzy na niej zasiadają, przez te 3 brakujące do końcowego sukcesu minuty doliczonego czasu gry z pewnością dobrze wywiązaliby się ze swoich zadań i być może swoimi świeżymi siłami wsparliby zmęczonych kolegów. Bo o ich umiejętnościach i odpowiednim przygotowaniu nie trzeba chyba wspominać.

Ale za wynik odpowiada trener. A trener Muziński potrafi wytworzyć specyficzny klimat spokoju w zespole, zaufania do „swoich ludzi”, i to jest na pewno jeden z jego patentów na stabilne prowadzenie drużyny i odnoszenie przez beniaminka z Przasnysza wyników zadziwiających środowisko piłkarskie. I co najważniejsze. Ma pełne zaufanie i poparcie Zarządu Klubu.
A takich dywagacji, które po meczach kończonych w ten sposób jest cała masa. I proponuję już ich nie roztrząsać i pozwolić drużynie na dalszą spokojna pracę. Wszak powodów do narzekania nie mamy.

Sławek Czaplicki "Czoper"
----------------------------------------
XII kolejka IV ligi mazowieckiej - grupa północna


MKS Przasnysz
1-1
Polonia II Warszawa
11 października, 15:00

Stadion Miejski w Przasnyszu

Widzów 500

Skład MKS Przasnysz:

Lubowiedzki Zbigniew - Burdach Dawid, Kowalski Cezary, Mazurkiewicz Paweł, Bralczyk Maciej – Piasecki Piotr,Sadowski Łukasz, Koszarski Paweł, Woliński Paweł (60” Przebierała Dariusz),Malinowski Jarosław – Olszewski Paweł
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mmm - niezalogowany 2008-10-18 20:53:58

    No i niech tak pozostanie! Trzymam kciuki za naszą drużynę, ZARZĄD ,aby żył w zgodzie i cały świat kibicowski.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czoper - niezalogowany 2008-10-17 09:59:09

    Dzięki marek. Ja już swoje napisałem. "Czoperem" jestem od lat i każdy, kto jest w środowisku piłkarskim wie kto jest kto... I niech tam sobie wynajdują nowych. Widzę, że ktoś tu próbuje mieszać i poróżnić ludzi. Pozdrawiam prawdziwych kibiców i ludzi przychylnych tym, którzy chcą coś robić. Róbmy swoje nadal, tak jak do tej pory.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    marek - niezalogowany 2008-10-17 06:43:09

    Nie daj się Sławek prowokować. To jakiś następny nawiedzony głupek, który nic nie robi a wszystko mu przeszkadza. Teraz najlepiej by ogarnął te nędzne grosze jakie dostaje klub. A może to znany już nam z innych wypowiedzi, sfrustrowany Pan, który robi wszystko robi ,żeby klubowi zaszkodzić?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ePrzasnysz.pl




Reklama