ciekawy artykuł z netu , jak się wywinąć od kratek {diabelek}
Jelenia Góra Kiedy prokurator potrąci przechodnia na pasach... hmm, zostaje niewinny... Konstytucja RP podobno zapewnia wszystkim obywatelom równe prawa... czy na pewno? Z szeregu publikacji zamieszczonych w AFERACH PRAWA udokumentowane zostały dowody, że obywatele - czytaj "robole" i "urzędnicy władzy", czyli pasożyci społeczeństwa podlegają całkiem innym prawom. Potocznie wzajemne zależności urzędników polegająca na wzajemnej ochronie istniejącego jestestwa organów władzy i urzędników sądowych którzy pomimo braku wiedzy zostali wywyższeni na szczyt hierarchii nazywa się po prostu korupcją. Jednak te układy wzajemnej zależności wcale nie polegają na przekazywaniu sobie kasy z ręki do ręki. Dzisiejsze układy korupcyjne albo działają na wzajemnym mafijnym uzależnieniu się osób władzy - każdy na każdego ma haka - albo na zasadzie, ja dla ciebie zrobię to (np. atrakcyjna umowa) a ty dla mnie załatwisz tamto np. uniewinnienie aferzysty. W efekcie "robol" za przejazd bez biletu idzie za kraty, a menadżer za milionowe oszustwa jedzie na odpoczynek... urzędniczy pies może bezkarnie gryźć, chłopski kundel za szczekanie jest zamykany, robol za przejechanie przechodnia na pasach kończy w areszcie, urzędnik zostaje uniewinniony, wszak to przechodzień wtargnął na przejście... i można tak bez końca składać dowody. Wszak sądy to szamba pełne gnoju w których mogą pływać tylko przestępcy, normalny człowiek zostaje tam szybko zatopiony... Pani Beata (imię zmienione na jej prośbę) w maju ub. roku idąc do pracy przechodziła przez pasy na ul. Barlickiego. - Uważnie się rozejrzałam, mam taki nawyk, bo przez lata pracowałam w szkole. I zawsze też przechodzę środkiem pasów, nie skracam sobie drogi - opowiada nam.
W połowie przejścia uderzył w nią samochód. - Byłam jak sparaliżowana. Kobieta, która prowadziła to auto pomogła mi wsiąść do samochodu, potem zaparkowała. Powiedziała mi, że jest prokuratorem i zapytała, gdzie ja pracuję. Potem wezwała pomoc. Była to Anna M. z opolskiej prokuratury rejonowej. Odmówiła rozmowy z "Gazetą", jej wersję podajemy za aktami sprawy.
Opowiedziała, że zatrzymała auto przed przejściem dla pieszych, bo zauważyła stojącą kobietę i chciała ją przepuścić. "Jak zatrzymałam się przed przejściem to bardzo intensywnie świeciło mi słońce w oczy (...). Poczekałam, a jak ta kobieta przeszła na drugą stronę ulicy, mijając mój samochód, wrzuciłam pierwszy bieg i wjechałam na przejście". I że zahamowała, gdy zobaczyła przed szybą twarz pani Beaty.
Prokurator M. podczas przesłuchania powiedziała też, że poszkodowana nie miała do niej żadnych pretensji i odmawiała nawet wezwania pogotowia.
- To bzdury! - denerwuje się pani Beata. - Nikt mnie o to nie pytał. Potem też nikt nie zawracał sobie mną głowy. Policjanci nie zabrali mnie na miejsce zdarzenia, bym opowiedziała, jak to było. Zrobili tylko eksperyment z udziałem pani prokurator i na podstawie jej relacji. A na dodatek śledztwo prowadziła opolska prokuratura, dopiero na mój wniosek sprawę oddano innej - zaznacza.
Dlaczego opolscy śledczy zajęli się sprawą swej koleżanki? - W tym przypadku na początku należało ustalić, czy wypadek był zdarzeniem drogowym, czy wykroczeniem, które skutkowałoby wszczęciem postępowania dyscyplinarnego, czy też przestępstwem, co z kolei oznaczałoby konieczność przekazania sprawy innej prokuraturze do dalszego jej wyjaśnienia w toku śledztwa - tłumaczy Lidia Sieradzka, rzecznik opolskiej prokuratury.
I dodaje: - Tak się złożyło, że my akurat ustalaliśmy, z którą z tych sytuacji mamy do czynienia, gdy poszkodowana złożyła wniosek o przekazanie sprawy. I tak też się stało.
Prokuratura w Jeleniej Górze sprawę umorzyła. - Uznaliśmy, że nie doszło do wyczerpania czynu zabronionego. Z dwóch powodów: obrażenia poszkodowanej były niewielkie i nie trwały dłużej niż siedem dni. Jednak decydującym argumentem była dla nas opinia biegłego - mówi Adam Kurzydło, szef jeleniogórskiej prokuratury rejonowej.
Sęk w tym, że biegły, którego głos był tak ważny, opinię wydawał jeszcze na zlecenie opolskiej prokuratury. Jaka była jego konkluzja? "Poczynione ustalenia pozwalają w sposób jednoznaczny stwierdzić, że zagrożenie w bezpieczeństwie ruchu drogowym wytworzyła piesza (...) Ten fakt stał się przyczyną wypadku. W zachowaniu się na drodze kierującej nie można dopatrzyć się nieprawidłowości mogących mieć wpływ na zaistnienie wypadku".
Pani Beata wciąż nie może się z tym pogodzić. - Miałam obrażenia kolan i ręki, uraz kręgosłupa, nosiłam kołnierz ortopedyczny, chodziłam do terapeuty. Leczyłam się kilka miesięcy, a na końcu dowiedziałam się, że nie ma sprawy i że to ja jestem winna!
Chce by sprawę rozpatrywano tak, jak wszystkie inne, a nie z panią prokurator w tle. - Cały czas słyszę o "pani prokurator". Już po wypadku przyszedł do mnie policjant. Od progu zapytał: "Wie pani, kto panią potrącił? To pani prokurator, bardzo miła i dobrze się z nią pracuje". A przecież, gdyby za kierownicą nie siedział prokurator tylko Jan Kowalski, ta sprawa już dawno byłaby w sądzie!
Złożyła zażalenie. Sąd Najwyższy zdecyduje, który sąd w kraju zajmie się sprawą. Z pewnością nie będzie to sąd opolski. Bo ten sam wyłączył się ze sprawy.
Ten biegły jełop wiedział , że jak zrobi opinię prawdziwą to więcej nikt z tej prokuratury nie skorzysta z jego usług i nie będzie miał na chlebek . dlatego wykonuje się opinię na zamówienie , stosownie do sytuacji , zwykłe szambo
ciekawy artykuł z netu , jak się wywinąć od kratek {diabelek}
Jelenia Góra Kiedy prokurator potrąci przechodnia na pasach... hmm, zostaje niewinny...
Konstytucja RP podobno zapewnia wszystkim obywatelom równe prawa... czy na pewno?
Z szeregu publikacji zamieszczonych w AFERACH PRAWA udokumentowane zostały dowody, że obywatele - czytaj "robole" i "urzędnicy władzy", czyli pasożyci społeczeństwa podlegają całkiem innym prawom. Potocznie wzajemne zależności urzędników polegająca na wzajemnej ochronie istniejącego jestestwa organów władzy i urzędników sądowych którzy pomimo braku wiedzy zostali wywyższeni na szczyt hierarchii nazywa się po prostu korupcją. Jednak te układy wzajemnej zależności wcale nie polegają na przekazywaniu sobie kasy z ręki do ręki. Dzisiejsze układy korupcyjne albo działają na wzajemnym mafijnym uzależnieniu się osób władzy - każdy na każdego ma haka - albo na zasadzie, ja dla ciebie zrobię to (np. atrakcyjna umowa) a ty dla mnie załatwisz tamto np. uniewinnienie aferzysty. W efekcie "robol" za przejazd bez biletu idzie za kraty, a menadżer za milionowe oszustwa jedzie na odpoczynek... urzędniczy pies może bezkarnie gryźć, chłopski kundel za szczekanie jest zamykany, robol za przejechanie przechodnia na pasach kończy w areszcie, urzędnik zostaje uniewinniony, wszak to przechodzień wtargnął na przejście... i można tak bez końca składać dowody. Wszak sądy to szamba pełne gnoju w których mogą pływać tylko przestępcy, normalny człowiek zostaje tam szybko zatopiony...
Pani Beata (imię zmienione na jej prośbę) w maju ub. roku idąc do pracy przechodziła przez pasy na ul. Barlickiego. - Uważnie się rozejrzałam, mam taki nawyk, bo przez lata pracowałam w szkole. I zawsze też przechodzę środkiem pasów, nie skracam sobie drogi - opowiada nam.
W połowie przejścia uderzył w nią samochód. - Byłam jak sparaliżowana. Kobieta, która prowadziła to auto pomogła mi wsiąść do samochodu, potem zaparkowała. Powiedziała mi, że jest prokuratorem i zapytała, gdzie ja pracuję. Potem wezwała pomoc. Była to Anna M. z opolskiej prokuratury rejonowej. Odmówiła rozmowy z "Gazetą", jej wersję podajemy za aktami sprawy.
Opowiedziała, że zatrzymała auto przed przejściem dla pieszych, bo zauważyła stojącą kobietę i chciała ją przepuścić. "Jak zatrzymałam się przed przejściem to bardzo intensywnie świeciło mi słońce w oczy (...). Poczekałam, a jak ta kobieta przeszła na drugą stronę ulicy, mijając mój samochód, wrzuciłam pierwszy bieg i wjechałam na przejście". I że zahamowała, gdy zobaczyła przed szybą twarz pani Beaty.
Prokurator M. podczas przesłuchania powiedziała też, że poszkodowana nie miała do niej żadnych pretensji i odmawiała nawet wezwania pogotowia.
- To bzdury! - denerwuje się pani Beata. - Nikt mnie o to nie pytał. Potem też nikt nie zawracał sobie mną głowy. Policjanci nie zabrali mnie na miejsce zdarzenia, bym opowiedziała, jak to było. Zrobili tylko eksperyment z udziałem pani prokurator i na podstawie jej relacji. A na dodatek śledztwo prowadziła opolska prokuratura, dopiero na mój wniosek sprawę oddano innej - zaznacza.
Dlaczego opolscy śledczy zajęli się sprawą swej koleżanki? - W tym przypadku na początku należało ustalić, czy wypadek był zdarzeniem drogowym, czy wykroczeniem, które skutkowałoby wszczęciem postępowania dyscyplinarnego, czy też przestępstwem, co z kolei oznaczałoby konieczność przekazania sprawy innej prokuraturze do dalszego jej wyjaśnienia w toku śledztwa - tłumaczy Lidia Sieradzka, rzecznik opolskiej prokuratury.
I dodaje: - Tak się złożyło, że my akurat ustalaliśmy, z którą z tych sytuacji mamy do czynienia, gdy poszkodowana złożyła wniosek o przekazanie sprawy. I tak też się stało.
Prokuratura w Jeleniej Górze sprawę umorzyła. - Uznaliśmy, że nie doszło do wyczerpania czynu zabronionego. Z dwóch powodów: obrażenia poszkodowanej były niewielkie i nie trwały dłużej niż siedem dni. Jednak decydującym argumentem była dla nas opinia biegłego - mówi Adam Kurzydło, szef jeleniogórskiej prokuratury rejonowej.
Sęk w tym, że biegły, którego głos był tak ważny, opinię wydawał jeszcze na zlecenie opolskiej prokuratury. Jaka była jego konkluzja? "Poczynione ustalenia pozwalają w sposób jednoznaczny stwierdzić, że zagrożenie w bezpieczeństwie ruchu drogowym wytworzyła piesza (...) Ten fakt stał się przyczyną wypadku. W zachowaniu się na drodze kierującej nie można dopatrzyć się nieprawidłowości mogących mieć wpływ na zaistnienie wypadku".
Pani Beata wciąż nie może się z tym pogodzić. - Miałam obrażenia kolan i ręki, uraz kręgosłupa, nosiłam kołnierz ortopedyczny, chodziłam do terapeuty. Leczyłam się kilka miesięcy, a na końcu dowiedziałam się, że nie ma sprawy i że to ja jestem winna!
Chce by sprawę rozpatrywano tak, jak wszystkie inne, a nie z panią prokurator w tle. - Cały czas słyszę o "pani prokurator". Już po wypadku przyszedł do mnie policjant. Od progu zapytał: "Wie pani, kto panią potrącił? To pani prokurator, bardzo miła i dobrze się z nią pracuje". A przecież, gdyby za kierownicą nie siedział prokurator tylko Jan Kowalski, ta sprawa już dawno byłaby w sądzie!
Złożyła zażalenie. Sąd Najwyższy zdecyduje, który sąd w kraju zajmie się sprawą. Z pewnością nie będzie to sąd opolski. Bo ten sam wyłączył się ze sprawy.
Ten biegły jełop wiedział , że jak zrobi opinię prawdziwą to więcej nikt z tej prokuratury nie skorzysta z jego usług i nie będzie miał na chlebek .
dlatego wykonuje się opinię na zamówienie , stosownie do sytuacji , zwykłe szambo