Reklama
  • Gość2013-12-02 11:13:29

  • Gość 2013-12-02 11:13:29

    W dniu 11 listopada kiedy to zachęca Naród do świętowania nie wspomina nawet słowem o swojej patriotycznej rodzince. Może się cieszyć bo u kwaśniewskiego jest znacznie gorzej.
    Bronek na temat swojego ojca na swojej stronie, pisze:
    "Zygmunt Komorowski, mój ojciec (1925-1992), za czasów tzw. pierwszej okupacji sowieckiej i za okupacji niemieckiej działał w konspiracji (ps.Kor), a od jesieni 1943 roku był w AK. Pod koniec wojny ojciec przebijał się do Polski razem z Łupaszką. Złapali go bolszewicy z bronią w ręku, ale nie rozstrzelali jak stu innych, tylko wsadzili do więzienia. Za złoty pierścionek babuni strażnik wyprowadził go z celi, z której więźniowie trafiali pod stienku, do takiej w której siedzieli rekruci do armii Berlinga."

    Niech Bronek wytłumaczy ten "cud nad cudami", że oto żołnierz AK z oddziału Łupaszki, śmiertelnego wroga Sowietów i polskich zdrajców, złapany z bronią w ręku, w ciągu paru miesięcy zostaje oficerem LWP.
    Jeżeli fakty podane przez Bronka, że jego ojciec był w oddziale Łupaszki są prawdziwe, to jedynym wytłumaczeniem tego "cudu" jest to, że Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława - był sowieckim agentem!
    Był nim także i syn Bronek, który jak wskazuje przeciek z utajnionego aneksu do raportu o WSI, był sowieckim agentem działającym w polskich WSI. I pewnie dlatego p.o. prezydenta RP - Bronisław Komorowski, w ciągu pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej, dopilnował aby utajniony aneks do raportu o WSI przechowywany w pałacu prezydenckim - znalazł się w jego rekach..

    Dziadek "hrabiego" Bronisława Komorowskiego, niejaki Osip Szczynukowicz - to rezun oddelegowany przez Sowiecki Rewolucyjny Komintern do dywersji na terenach pozaborczych, odebranych Rosji Traktatem Wersalskim.
    W czasie wojny polsko-bolszewickiej, dziadek Komorowskiego był czekistą w armii Tuchaczewskiego i po sromotnym laniu w bitwie nad Niemnem w 1920r. dostał się do polskiej niewoli. Zachowała się jego kartoteka jeńca wojennego.
    W październiku 1920 dziadkowi Komorowskiego udało się zbiec i schronił się na Litwie w Kowaliszkach u polskiej szlachty o nazwisku Komorowscy. Właściciele majątku zginęli z rąk Rosjan, a Szczynukowicz przywłaszczył sobie ich nazwisko. Tam w roku 1925 narodził się Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława Marii.

  • Gość 2013-12-02 11:18:56

    Przed dwoma tygodniami postawi­liśmy na łamach “Kuriera Codzien­nego” pytanie: Czy Aleksander Kwaśniewski, który obecnie rozpo­czął swój come back w polskiej po­lityce i przez media tzw. gównego nurtu (niektórzy mówią głównego nurtu, chodzi o telewizje typu TVN, Polsat, Gazetę Wyborczą, Wprost, Rzeczpospolitą i inne niemieckie, tj. będące własnością niemieckich firm, gazety w Polsce itp.), jest kreowany na męża opatrznościo­wego lewicy, demokracji and wha-tever – czy Aleksander Kwaśniewski to syn stalinowskiego zbrodniarza i sadysty, pułkownika NKWD i UB Izaaka Stolzmanna?
    Sprawa ta ma już swoją historię. Po raz pierwszy postawił to pytanie w roku bodajże 1994 Leszek Bubel. W dodatku zgromadził on dość imponujący materiał dowodowy, publikowany w należących do niego tygodnikach i w istocie treści powtórzony w licznych publikacjach książkowych, m.in. Henryka Pająka “Dyktatura Nietykalnych”. Te fakty war­to przypomnieć, gdyż zgodnie z polskim kodeksem karnym, prokuratura ma obo­wiązek interweniować i prowadzić postę­powanie wyjaśniające nie tylko wobec ścisłych doniesień o popełnieniu prze­stępstwa, ale również wobec publikacji prasowych i medialnych, które wskazują na choćby samą możliwość popełnienia przestępstwa. Tymczasem wobec infor­macji o zbrodniach Izaaka Stolzmanna nie tylko nigdy nie wszczęto żadnych kroków choćby sprawdzających, ale re­presje spotkały osoby mające odwagę problem ten poruszać. Henryk Pająk był molestowany przez prokuraturę w Lubli­nie, Leszek Bubel “siedzi” na obserwacji sądowo psychiatrycznej w szpitalu psy­chiatrycznym w Łodzi oficjalnie oskarżo­ny o “antysemityzm”. Sprawę przeciwko Leszkowi Bublowi po monitach podpisa­nych m.in. przez Tadeusza Mazowieckie­go, Marka Edelmana i innych czołowych “obrońców demokracji i praw człowieka” prowadzi oczywiście prokuratura w Bia­łymstoku. Ta ostatnia, wraz z prokuraturą w Łodzi, w Krakowie i w Lublinie nale­ży do tzw. “bandy czworga” – jak w Pol­sce w świecie prawniczym określa się te najbardziej przestępcze prokuratury III i IV RP. Co więcej, materiały dowodowe na temat sprawy Stolzmanna są już po­wszechnie dostępne na stronach interne­towych www.polonica.net. Dowody są wprost miażdżące. Zawierają nie tylko zeznania świadków z bardzo wysokim stopniem uszczegółowienia i konkretyza­cji, ale i wiele ciekawych dokumentów, dotyczących syna zbrodniarza stalinow­skiego, który na co dzień używa nazwis­ka Aleksander Kwaśniewski i jest go­dnym kontynuatorem dzieła swego tatu­sia – przynajmniej jako agent SB i KGB. Przypomnienie tych faktów dopiero obra­zuje jakim krajem jest III czy IV RP. W sprawie Stolzmanna nic nie zmieniło bo­wiem objęcie władzy przez PiS – co jest wielce zastanawiające. W każdym razie prawo i sprawiedliwość zaproponowane przez PiS okazują się wielce “wybiórcze”. Podkreślenia wymaga, że zbrodnie Izaaka Stolzmanna jako zbrodnie komunisty­czne, zbrodnie ludobójstwa (nie mówiąc o ich szczególnej drastyczności i sadyzmie) – nie podlegają zgodnie z prawem polskim przedawnieniu. Ale co tam prawo…
    Niech przekonają się Państwo sami, co zawiera wielokrotnie już publikowane dosier Izaaka Stolzmanna (później uży­wane nazwisko: Zdzisław Kwaśniewski).
    Oto przykładowe zeznania świad­ków.

    Zeznania składa pod przysięgą Do­minik Demidowicz w 1994 roku. (Uwa­ga: prawdopodobnie dla ochrony świadka jego nazwisko pojawia się w różnych publikacjach w nieco zmienionej formie np. Dzimirowicz, Dziemidowicz itp.). To co mówi, jest tak szokujące, że wszelki komentarz jest zbyteczny. Świadek na tle ogólnego opisu działalności Stolzmanna seniora, opisuje zamordowanie grupy polskich uciekinierów do Szwecji złapa­nych w 1947 r. oraz wszystkich areszto­wanych szwedzkich marynarzy (ucieczka miała odbyć się na szwedzkim szkunerze rybackim). Oddajmy głos świadkowi:
    Gdzieś w połowie 1945 roku wraz z rodzicami przeniosłem się do Gdańska. W domu rodziców mieściła się komórka kontrwywiadu WiN w dzielnicy Gdańsk-Wrzeszcz, ul. Wallenroda 4. Do komórki przychodziły informacje, że do Gdańska są przywożeni więźniowie, którzy są gdzieś “po drodze” mordowani. Nie do­cierają bowiem do więzienia – punktu do­celowego. Aby rozpoznać sprawę, ojciec postanowił pójść do pracy w UBP w Gdańsku jako kierownik warsztatu kra­wieckiego. Mnie zatrudnił jako ucznia. Podjęliśmy penetrację UBP w Gdańsku. Rzeczywistość okazała się koszmarem.
    Okazało się, że do gdańskiego UB przywożono tygodniowo od jednej do dwóch grup żołnierzy AK. Ich przesłu­chiwania były prowadzone pod nadzo­rem pułkownika NKWD Izaaka Stol-zmanna. W 1947 roku był już pułkowni­kiem UB, ale przesłuchiwania były nadal prowadzone przez funkcjonariuszy NKWD. Więźniom łamano ręce i nogi, wyrywano paznokcie itp. Następnie byli wywożeni do obozu NKWD w Barknie-wie, gdzie jeszcze żywych rozstrzeliwa­no. Ponieważ obóz zaczęto stopniowo likwidować w 1947 roku, zwłoki oraz je-
    szcze żywych więźniów po przesłucha­niach zaczęto przewozić transportem sa­mochodowym do Słupska, do siedziby tamtejszego UB przy ulicy Jaracza. Tam wykazujących oznaki życia mordowano, zwłoki zasypywano wapnem – i ich pro­chy spoczywają tam po dziś dzień. Na­stępnie, gdy zabrakło miejsca, transporty kierowano do budynku poniemieckiego Arbaitsamtu, gdzie w podziemiach było krematorium i tam je palono.
    Mój ojciec poznał osobiście Stol-zmanna. Ojciec podawał się za Ukraińca, co budziło sympatię Stolzmanna. Poza tym lubił on elegancję. Uzgodnił z moim ojcem, że zawsze będzie miał dla niego w pogotowiu czysty i wyprasowany mun­dur. Gdy był w Gdańsku, dzwonił do oj­ca do Konsumu i wtedy ojciec posyłał mnie z mundurem dla Stolzmanna. Gdy latem 1947 roku udałem się do siedziby gdańskiego UB niosąc mundur, nie przy­puszczałem, że przez najbliższe 48 go­dzin znajdę się w przedsionku piekła.
    Skierowano mnie do piwnicy, gdzie spotkałem Leebe Bratkowskiego, po­mocnika Stolzmanna. Ten przygotowy­wał narzędzia do tortur. Zacząłem się te­mu przyglądać. Bratkowski spostrzegł to, podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz. Natychmiast oddałem cios, miałem in­strukcję, by zachowywać się “po kozac­ku”. Z opresji wybawił mnie Stolzmann, który nadszedł prowadząc dwie skute kajdankami kobiety. Jedną bardzo młodą, drugą starszą. Okazało się, że to żona i córka jednego z uciekinierów, który przy­znał się do próby przemytu do Szwecji poniemieckich narkotyków. Narkotyki i obie panie zabrano od niego z domu. Stolzmann powiedział do mnie: Jak chcesz popatrzeć – to zostań i popatrz! Rozpoczęła się ustna część przesłuchania. Stolzmann chciał się dowiedzieć skąd wzięła się taka duża ilość narkotyków, czy jest ich więcej, gdzie są składowane itp. Odpowiedzi więźnia nie zadowoliły go. Przesłuchiwano też innego uciekinie­ra, ale on nic o narkotykach nie wiedział. Tego więźnia pierwszego wzięto “na ta­petę”. Nosił on na piersi łańcuszek z krzyżykiem. Stolzmann kazał zdjąć krzyż. Więzień odmówił. Wtedy Stol-zmann kazał go związać i powiesić na ha­ku na tym łańcuszku. Człowieka ustawio­no na taborecie i zaczepiono łańcuszek na rzeźnickim haku pod sufitem. Stolzmann kopnięciem wybił więźniowi taboret i ten opadł. Siła ciężaru ciała rozerwała łańcu­szek, ale ten musiał przeciąć jakąś tętnicę. Krew tryskała z obu stron szyi jak z kra­nu i człowiek po kilku minutach zmarł. Kazano mi pomóc wynieść zwłoki i u­myć podłogę. Stolzmann powiedział Bratkowskiemu, że krzyżyk tego Polaka weźmie sobie do domu na pamiątkę.
    Następnie torturowano młodego Po­laka uciekiniera. Związano go jak świnia­ka i powieszono na haku. Następnie ob­nażono dolną część ciała. Bratkowski za­czął szczypcami ściskać przyrodzenie te­go człowieka. Nastąpił niesamowity krzyk bólu. Stolzmann kazał przerwać tortury i zapytał skąd na statku były nar­kotyki. Młody człowiek wskazał głową na małżeństwo z córką.
    W pierwszej kolejności wzięto senio­ra rodu. Zonę i córkę ze związanymi rę­kami posadzono naprzeciw ojca i męża. Zaczęto mu zrywać paznokcie z rąk i nóg. Torturowany człowiek kilkakrotnie mdlał. Zeby nie krzyczał, zakneblowano mu usta. Następnie połamano mu palce u rąk i nóg i obie ręce. Potem Stolzmann kazał zdjąć mu knebel i zapytał, czy bę­dzie zeznawał. Odpowiedział, że tak. Stolzmann zagroził mu, że jeżeli nie bę­dzie mówił prawdy, to żona i córka zosta­ną zgwałcone i będą torturowane.
    Uciekinier zapewnił, że będzie mówił prawdę. Powiedział, że narkotyki zostały przywiezione do Ustki samochodami MO. Eskortę stanowili milicjanci, którzy na czas załadowania statku “zniknęli”. Nar­kotyk to poniemickie opium. Stolzmann był ciekaw, skąd przywieziono narkotyk. Uciekinier zeznał, że z Urzędu Bezpie­czeństwa w Szczecinie. Te odpowiedzi spowodowały, że Stolzmann się wściekł. Prawdopodobnie ten przemyt był jakąś ak­cją Informacji Wojskowej, o której nie wiedział. Zawołał dwóch NKWD-zistów i kazał im zgwałcić żonę i córkę uciekiniera. Ci dwaj NKWD-ziści też byli Zydami. Mąż i ojciec musiał na to patrzeć, cały czas szlochał i powtarzał, że powiedział praw­dę. Następnie Stolzmann kazał przywiązać córkę do płaskiego długiego niskiego sto­lika, który postawiono na środku sali. Wziął ze stołu aparat ginekologiczny, roz­warł nim skrwawioną pochwę dziewczy­ny, a Bratkowski podszedł do niej z roz­grzanym do czerwoności metalowym prę­tem, który cały czas grzał się na węglach w kominku. Ten pręt wsadził głęboko w po­chwę dziewczyny. Nastąpił niesamowity krzyk bólu. Dziewczyna straciła przytom­ność. Następnie postąpiono podobnie z jej matką. Nieprzytomne kobiety wyniesiono do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie strza­łami w tył głowy obie zastrzelono.
    Stolzmann powrócił do przesłucha­nia ledwie żywego ich ojca i męża. Gdy ten resztkami sił powtarzał, że powiedział prawdę, narkotyki przywieziono z UB w Szczecinie. Stlozmann znowu się zdener­wował i kazał Bratkowskiemu wsadzić rozpalony pręt do odbytnicy człowieka. Ten wepchnął pręt bardzo głęboko. Na­stąpiło znów to samo: niesamowity krzyk bólu mordowanego człowieka. Wynie­siono go do pomieszczenia, gdzie leżały zwłoki żony i córki i na wszelki wypadek zastrzelono w tył głowy. Wykonawcą był Leebe Bratkowski.
    Izaak Stolzmann zarządził przerwę na obiad. Zapytałem się, czy mogę pójść do domu. Odpowiedział mi, że jak chcia­łem popatrzeć, to popatrzę do końca. Po­szli na obiad razem z Bratkowskim. Gdy Stolzmann wrócił stanął przy mnie w roz­kroku i powiedział do mnie: “Nu, ty goj, nie wiesz, że nasze są kamienice, a wasze szubiennice, ha, ha, ha… “
    Stolzmann zarządził przesłuchanie pozostałych Polaków. Prowadził je Brat­kowski. Natomiast Stolzmann wziął dwóch pomocników i rozpoczął przesłu­chiwanie marynarzy szwedzkich. Zaczę­to od zrywania paznokci Szwedom, na­stępnie łamania palców rąk i nóg. Kolej­ną zarządzoną torturą dla Szwedów było przeciąganie metalowym rozgrzanym do czerwoności prętem po brzuchu, pier­siach plecach, nogach. Towarzyszył temu swąd spalonego i oparzonego ciała i stra­szne krzyki bólu i rozpaczy szwedzkich marynarzy. Gdy torturowano Szwedów i Polaków, Stolzmann stał i przyglądał się. Uśmiechał się słysząc straszne krzyki bó­lu, wydawało się, jakby był pogrążony w jakiejś ekstazie, która dawała mu niesa­mowitą przyjemność.
    W czasie tortur Bratkowski i Stol-zmann nie dowiedzieli się nic nowego. Wszystkich Polaków Stolzmann kazał wyprowadzić i rozstrzelać.
    Późnym wieczorem tortury zakoń­czono. Mnie dano siennik i kazano prze­spać się do rana.
    Rano Stolzmann kazał Bratkowskie­mu załadować ciała pomordowanych Po­laków do samochodu ciężarowego, za­wieść do Brzeźna i zakopać. Sam nato­miast wznowił przesłuchania szwedzkich marynarzy. Bito ich prętami po całym ciele. Gdy zeznania nie pasowały Stol­zmanowi, bito mocniej. Niewiele rozu­miałem, gdyż Stolzmann prowadził prze­słuchania po niemiecku.
    Następnie wszystkich aresztowanych Szwedów wsadzono do samochodu u­przednio wiążąc im ręce i nogi. Konwo­jenci wsiedli razem z nimi. Mnie kazano wsiadać do gazika, którym jechało na-czalstwo – w tym Stolzmann. Szwedów okłamano, że zostaną zawiezieni na sta­tek, który zabierze ich do Królewca-Kali-ningradu.
    Ruszyliśmy w kierunku: Gdynia-Lę-bork-Słupsk. W Słupsku podjechaliśmy pod budynek. Na zewnątrz kształty pólo-krągłe, w środku od podwórza wklęsłe. Był to budynek byłego Arbaitsamtu. Po chwili z budynku wyszło kilku ludzi. Bratkowski ze swoimi ludźmi zaczęli wyładowywać Szwedów. Po wyładowa­niu ustawiono ich gęsiego, rozwiązano nogi i poprowadzono w głąb budynku. Wtedy Stolzmann kazał mi przenieść się na siedzenie obok niego. Zwrócił się do mnie: “Przekroczyłeś próg swojego bez­pieczeństwa. Zobaczyłeś i usłyszałeś, czego nie powinieneś widzieć, ani sły­szeć. Powinienem ciebie zabić, ale nie zrobię tego. Zawdzięczasz życie dyrekto­rowi Konsumu, panu Kamińskiemu, któ­ry wstawił się za tobą. Ale pamiętaj, jeże­li zaczniesz rozpowiadzać, co widziałeś w podziemiach, w tych samych podzie­miach zginiesz ty i cała twoja rodzina. Teraz zobaczysz jaki będzie koniec tych Szwedów, żebyś wiedział, że ja ciebie nie okłamuję.”
    4-6 maja 2007 r.______________________________________ ________________________________________ _____________________ KURIER 25
    KURIER CODZIENNY
    REFLEKSJE I KOMENTARZE – REFLEKSJE I KOMENTARZE – REFLEKSJE I KOMENTARZE


    Rozkazał mi iść za nim. W pierwszej kolejności poczułem niesamowity zapach rozkładających się ciał ludzkich. Następ­nie zobaczyłem leżących na podłodze szwedzkich marynarzy. Zabijano ich strzałami w tył głowy. Stolzmann złapał mnie za ramię i powiedział, że muszę je­szcze zobaczyć krematorium i zasypywa­nie zwłok wapnem.
    Podszedłem bliżej do zwłok zasypa­nych wapnem. Widok był niesamowity, straszny. Powieki nie zamknięte, usta ot­warte, twarz wykrzywiona w przedśmier­tnym grymasie bólu. W tym momencie do Stolzmanna podeszło dwóch cywilów. Okazało się, że są to prokuratorzy Proku­ratury Rejonowej w Słupsku. Przyszli do Stolzmanna, aby ustalić, ile zwłok mają przysłać do spalenia i do zasypania wap­nem. Po uzgodnieniu i wydaniu im pole­ceń ilu ludzi-więźniów mają dostarczyć, Stolzmann pociągnął mnie za NKWD-zi-stami, którzy ciągnęli zwłoki szwedzkie­go marynarza. Raptownie trafiliśmy na kotłownię, piece krematoryjne. Widok wkładanego do pieca ciała oraz drugiego, już palącego się w piecu, był tak przera­żający, że upadłem na ziemię. Straciłem przytomność. Odzyskałem ją w drodze powrotnej do Gdańska.”
    Dalej, zeznanie pana Demidowicza zawiera jeszcze informację o ustaleniach porucznika Kazimierza Walczaka. Ten o­statni w roku 1957, jako dowódca okrętu demagnetyzacyjnego Marynarki Wojen­nej, pozwolił zbadać wrak szwedzkiego szkunera, zwanego przez polskich mary­narzy “Święty Jerzy”. Wg oficjalnej wer­sji, statek zatonął w czasie sztormu na Za­toce Gdańskiej wraz z całą załogą. Wła­ściciel statku, szwedzki armator, zrezyg­nował z wydobycia wraku, ze względu na nieopłacalność. Wrak spoczywa na dnie, tylko dziwnym zbiegiem okoliczności, kadłub nie jest nigdzie uszkodzony. Wśród marynarzy krążyła uparcie po­głoska, że okręt został w piracki sposób obrabowany przez Sowietów, zaś jego za­łogę zamordowano w całości w podzie­miach UB w Słupsku. Porucznik Kazi­mierz Walczak, którego tak zaciekawił wrak szwedzkiego statku, został zamor­dowany w 1967 roku.
    A oto inne zeznanie.
    Jest to przedśmiertne zeznanie Wac­ława Nowaka, byłego kierownika UB w Drawsku Pomorskim. Złożone w 1994 roku.
    By nie męczyć Państwa szczegóła­mi, Wacław Nowak relacjonuje zwój u­dział w obławach UB na żołnierzy Armii Krajowej. Chodziło tu o 5-tą Wileńską Brygadę AK, która przedostała się po ciężkich walkach w lasy Pomorza Zacho­dniego. Jej legendarny dowódca, major Zygmunt Szyndzielorz “Łupaszka” pró­bował przebić się na zachód. Ponieważ o­kazało się to niewykonalne – brygada za­wróciła na Podlasie. Podaje gdzie odsta­wiano złapanych, najczęściej rannych AK-owców, gdzie ich torturowano i roz­strzeliwano. Podaje, że nadzorcą działal­ności UB w tym rejonie był Izaak Stol­zmann. Następnie podaje, że w latach 60-tych spotkał Stolzmanna w Białogardzie, ale nazywał się on już Zdzisław Kwaś­niewski. Był lekarzem, kierownikiem przychodni kolejowej PKP. Mieszkał w Białogardzie, przy obecnej ulicy Dwor­cowej 10. Miał córkę okulistkę, która mieszka wraz z mężem w USA i syna Aleksandra Kwaśniewskiego, lidera “pol­skiej lewicy”.
    To tyle przykładowych głosów świadków. Zawsze pozostaje pytanie: Dlaczego IPN milczy i nie wdroży choć­by postępowania wyjaśniającego w spra­wie Izaaka Stolzmanna? Co w sprawie zamordowania własnych obywateli ­zbrodni komunistycznej – zrobił rząd Szwecji (oprócz tego, że nic?)? Dlaczego w sprawie milczą wszystkie instytucje w rodzaju IPN, który przecież zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu i zbro­dnie komunistyczne jest powołany badać i ścigać z urzędu? A informacje o Stol­zmanie, opublikowane w książkach, pra­sie i internecie – wywołują jedynie posą­dzenia o antysemityzm? I ściganie przez prokuraturę w Białymstoku? Co z miej­scowościami na Pomorzu Zachodnim jak Barkniewo, Brzeźno, nie istniejąca dziś wieś poniemiecka Doberlage, czy Borne-Sulinowo, które kryją w swojej ziemi zwłoki pomordowanych w liczbie wy­starczającej na trzy Katynie? (Władzy lu­dowej wygodniej było wywozić i mordo­wać na słabo zaludnionym Pomorzu niż np. w Wielkopolsce. A mordować było kogo: partyzanci, ich rodziny, działacze PSL-u, harcerze i wszelcy inni choćby podejrzewani o brak sympatii dla komu­nistycznego reżimu… )
    Jest jednak mocne pośrednie po­twierdzenie, że Aleksander Kwaśniewski jest rzeczywiście synem kogoś dobrze znanego sowieckim władzom i cieszące­go się ich pełnym zaufaniem. Tym po­twierdzeniem jest jego zdumiewająca ka­riera. Urodzony w 1954 roku w latach 1973-77 studiuje ekonomikę transportu morskiego na Uniwersytecie Gdańskim. Wstępuje do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i w tempie błyskawi­cy zostaje sekretarzem tej organizacji na wydziale, na którym studiuje. W roku 1977 zostaje członkiem PZPR… Ale naj­większa sensacja następuje w roku 1979! Zostaje przyjęty do GIMO! Akademia Szpiegów stoi przed nim otworem!
    Tu należy się krótkie wyjaśnienie. GIMO – Gasudarstwiennyj Instytut Mież-dunarodnych Otnoszenij. Państwowa Wyższa Szkoła Stosunków Międzynaro­dowych. Jedyna szkoła wyższa w ZSRR, której siedziba znajdowała się w Mos­kwie na terenie Kremla. Jej studenci ko­rzystali ze statusu… nomenklatury Komi­tetu Centralnego Komunistycznej Partii
    Związku Sowieckiego! Znaczy to, że np. nie mogli być aresztowani, milicja musia­ła im salutować, nie płacili mandatów, mogli za darmo latać samolotami Aero-fłotu dokąd chcieli. Korzystali też z dar­mowej gościny we wszystkich sowiec­kich ambasadach zagranicą i w hotelach w ZSRR! Pełne przywileje członka KC! Nieliczni polscy studenci GIMO latali zresztą korzystając nagminnie z darmo­wych biletów do Hong-Kongu po dżinsy i tanią dobrą elektronikę. GIMO utworzo­no z rozkazu Stalina w celu kształcenia sowieckich dyplomatów, dziennikarzy pracujących zagranicą i przedstawicieli handlowych wyjeżdżających na zachód. Już w latach 50. GIMO nazywano na za­chodzie “Soviet’s Spy Academy”. Zostać studentem GIMO mogła tylko osoba, do której władze sowieckie miały całkowite, nieograniczone zaufanie i z rodziny cał­kowicie lojalnej wobec reżimu! I oto A­leksander Kwaśniewski nagle zostaje stu­dentem tej uczelni na wydziale dzienni­karstwa! Imienne zaproszenie z Kremla?
    Warto zaznaczyć, że wykładowcami GIMO byli ludzie typu Efgenij Primakow, póżniejszy szef KGB i premier Rosji!
    Publikujemy, wg mojej wiedzy nigdy jeszcze nie prezentowany w prasie, dyp­lom ukończenia GIMO przez pana Stol-zmanna juniora.
    Aleksander Kwaśniewski miał same oceny “otliczno” (czyli “celująco”) z nau­kowego komunizmu, naukowego ateiz-mu, czy ekonomii sowieckiej. Słabiej szła mu logika (czwórka) czy dziennikar­stwo – ledwie dostatecznie. Ale po po­wrocie z Moskwy nie przeszkodziło mu to natychmiast zostać redaktorem naczel­nym ITD. W trzy lata później jest już członkiem Komitetu Centralnego PZPR. Jednocześnie zostaje ministrem ds mło­dzieży i sportu. W 1990 roku jako mini­ster jednym podpisem umorzy wielo-setmilionowe pożyczki dla komunisty­cznych organizacji młodzieżowych, jak ZSMP czy ZSP. Po trzech latach mini-strowania w partii jest już członkiem Biu­ra Politycznego. W 1989 roku występuje po stronie rządowej jako główny nego-
    cjator przy okrągłym stole. Resztę Pań­stwo znacie…
    I jeszcze jedno. W ramach lustracji otwarto szeroko archiwa PRL-owskich spec służb. Czyli komunistycznego apa­ratu terroru. I tam Aleksander Kwaśniew­ski zrobił błysotliwą karierę.
    Np. w SB Aleksander Kwaśniewski zostaje zarejestrowany w dniu 23 czer­wca 1982 roku przez Wydział XIV De­partamentu B pod nr 72204 w kategorii “zabezpieczenie”. 29 czerwca 1983 roku zmieniono kategorię rejestracji na TW (tajny współpracownik) “Alek”. 3 gru­dnia 1983 r. przeniesiono rejestrację na stan Wydziału VII Departamentu III MSW. 7 września 1989 roku dokonano wyrejestrowania! Czyli TW “Alek” współpracował aż do końca!
    Wszystkie osoby obserwujące karierę Aleksandra Kwaśniewskiego podkreślają jego zdolności kłamania. Sam twierdził, że nigdy nie weryfikował dziennikarzy w sta­nie wojennym, a w okresie zawieszenia ITD nie pobierał pensji redaktora naczel­nego. Kłamstwo i kłamstwo. Oba bezczel­ne i świadome. W 1995 r. i on i Jolanta Kwaśniewska uparcie blagowali, że jest magistrem ekonomii. Taki tytuł wykształ­cenia wpisywał też w swoje ankiety perso­nalne w Sejmie w latach 1989-95. Dziwne – bo z tytułu ukończenia GIMO faktycznie miał wyższe wykształcenie, tylko na pe­wno nie magistra ekonomii… Itd. itp…
    Uwaga szczególna! Od początków 2007 r. znowu czynny politycznie. Obroń­ca demokracji, tolerancji, “pro choice”, zbawca Polski, a może i Europy przed pol­skim ciemnogrodem – wraca na scenę…
    I wreszcie – last but not least – każdy absolwent GIMO był sowieckim szpie­giem. Najczęściej agentem KGB. Warto podać informację ze źródeł dobrze poin­formowanych, których ujawniać nie mam jednak obowiązku. Kwaśniewski o­puścił GIMO jako agent KGB o pseudo­nimie “Kat”. Kat – wiecie Państwo – taki zawód. Od tortur i egzekucji.
    Autor dziękuje autorom stron inter­netowych www.polonica.net za wszystkie informacje z dosier Stolzmanna seniora i A. Kwaśniewskiego, z których szeroko skorzystał.
    Rafa) Klimuszko
    P.S. Nasza redakcja zawiadomi Rząd Królestwa Szwecji o podejrzeniu bestial­skiego zamordowania szwedzkich mary­narzy w 1947 r. przez Izaaka Stolzman-na. O reakcji z pewnością Państwa po­wiadomimy. Skierujemy też odpowie­dnie informacje do IPN. Ciekawe, co nam odpowiedzą?

  • Gość 2013-12-02 11:24:10

    Aaaam..... Nie ma to jak poprawić sobie nastrój dłubiąc w czyjejś przeszłości. Zastanów się autorze czy twój dziadek to nie żydek.

  • Reklama
  • Gość 2013-12-02 15:46:47

    " INKA" , która była w oddziale Łupaszki  tylko sanitariuszką , nie nosiła broni  i została zatrzymana bez broni . Nie miała 18 lat kiedy dostała wyrok śmierci , a tu  wróg ludu zostaje oficerem . trochę to wszystko dziwne , chociaż Wałęsa też nie zwrócił kompletnej teczki kiedy był prezydentem .

  • Gość 2013-12-02 16:14:31

    Czemu "dziwne"? Zrozumcie wreszcie że agentura rządzi tym krajem. Komukolwiek z osób wpływowych byście się nie przyjrzeli. Po co zresztą daleko szukać?

  • Gość 2013-12-03 12:34:07

    Prezydent powinien obejrzeć serial pt; Czas  honoru , wtedy by zrozumiał , że historia jego rodziny  to czysta fikcja .

  • Gość 2013-12-03 13:23:34

    Ciekawi mnie co bierzecie?  Myslę, że powinniscie brac mniejsze dawki.

    A swoją drogą własnie wysyłam email do A.K. , że ktos na eprzasnysz.pl  oczernia go.

    :)

  • Reklama
  • Gość 2013-12-03 19:41:56

    może dlatego się nachlał w Katyniu , to nie było takie łatwe pojechac na trzezwo na groby zastrzelonych

  • Gość 2014-05-04 17:43:52

    Kto z Państwa czytał o ojcu Prezesa PIS?  Kto otrzymywał duże piękne mieszkanie w Warszawie : wróg czy przyjaciel? Dlaczego  Prezes  nic nie wspomina o nim?

  • Gość 2014-05-05 06:48:52

    O ojcu Kaczyńskich akurat było głośno. Autor dostał nawet za artykuł Hienę Roku.  Pozwał do sądu  odpowiedzialnych  za nadanie mu tego tytułu i przegrał, bo nakłamał, nainsynuował i mu sie należało. Tak więc plotek nt. Rajmunda było aż nadto i każdy słyszał. Na temat korzeni Komorowskiego jest cisza! Tak więc kolego, zarzut typu kulą w płot!

  • Gość 2014-05-05 13:04:04

  • Reklama


Reklama
Reklama