Czy zdarzają się u nas takie sytuacje jak opisana w "Rzeczpospolitej" sprawa zwolnionego z pracy człowieka, za to, że ujawnił skandaliczne zachowania w swojej pracy?
Link do artykułu: [url]http://www.rp.pl/artykul/642747_Ujawnili-afere--strac
ili-prace.html[/url]
"Leszek G., 34-letni górnik, w 2009 r. nagrywał kamerą fałszowanie pomiarów stężenia metanu. Zdobył dowody na łamanie przepisów w kopalni Wujek-Śląsk, w której zginęło 21 jego kolegów, ale zmuszono go do odejścia z pracy (wcześniej, gdy nie chciał fałszować wyników, skierowano go do ciężkich robót fizycznych). Dowody przekazał prokuraturze. Dziś mówi „Rz": – Żałuję, że to zrobiłem. Teraz postąpiłbym inaczej.
Takich jak on nazywa się sygnalistami (od angielskiego whistleblower) lub demaskatorami. To ludzie, którzy, działając w dobrej wierze, ujawniają ważne dla interesu społecznego lub publicznego nieprawidłowości w miejscu pracy lub swym środowisku. Praktyka pokazuje, że sygnalista jest często potem poddany dyskryminacji, mobbingowi, degradacji lub traci pracę."
Przykre to, co opisane ale prawdziwe. Wszelkie nieprawidłowości wykryte przez jakiegokolwiek pracownika w firmie o jego przełożonym kończą się na ogół jego zwolnieniem. Szef może mobbingować, bo wie, że żadna kara go nie dosięgnie, bo jego środowisko przyzwala, chroni taką osobę. Często cała ta grupa stanowi mafię lub jej namiastkę na określonym obszarze. Co robić w takich przypadkach ewidentnego łamania prawa posiadając konkretne dowody?
Czy zdarzają się u nas takie sytuacje jak opisana w "Rzeczpospolitej" sprawa zwolnionego z pracy człowieka, za to, że ujawnił skandaliczne zachowania w swojej pracy?
Link do artykułu:
[url]http://www.rp.pl/artykul/642747_Ujawnili-afere--strac ili-prace.html[/url]
"Leszek G., 34-letni górnik, w 2009 r. nagrywał kamerą fałszowanie pomiarów stężenia metanu. Zdobył dowody na łamanie przepisów w kopalni Wujek-Śląsk, w której zginęło 21 jego kolegów, ale zmuszono go do odejścia z pracy (wcześniej, gdy nie chciał fałszować wyników, skierowano go do ciężkich robót fizycznych). Dowody przekazał prokuraturze. Dziś mówi „Rz": – Żałuję, że to zrobiłem. Teraz postąpiłbym inaczej.
Takich jak on nazywa się sygnalistami (od angielskiego whistleblower) lub demaskatorami. To ludzie, którzy, działając w dobrej wierze, ujawniają ważne dla interesu społecznego lub publicznego nieprawidłowości w miejscu pracy lub swym środowisku. Praktyka pokazuje, że sygnalista jest często potem poddany dyskryminacji, mobbingowi, degradacji lub traci pracę."
Przykre to, co opisane ale prawdziwe. Wszelkie nieprawidłowości wykryte przez jakiegokolwiek pracownika w firmie o jego przełożonym kończą się na ogół jego zwolnieniem. Szef może mobbingować, bo wie, że żadna kara go nie dosięgnie, bo jego środowisko przyzwala, chroni taką osobę. Często cała ta grupa stanowi mafię lub jej namiastkę na określonym obszarze.
Co robić w takich przypadkach ewidentnego łamania prawa posiadając konkretne dowody?