Reklama

Skrzynka skarg: "Nie zabierajcie nam zieleni!"

10/07/2013 03:23

Znikająca w różnych zakątkach naszego miasta zieleń wzbudza zaniepokojenie wielu mieszkańców. Otrzymaliśmy właśnie list, który publikujemy, by rozpocząć dyskusję na ten temat...

Powoli naszym udziałem staje się krajobraz, jak z psychodelicznego thrillera lub złego snu. Wygląda na to, że urzędnicy postawili sobie za cel całkowite wyeliminowanie zieleni miejskiej. Coraz więcej drzew pada pod naporem ekipy szalonych drwali. Zacznijmy od prawdziwego gambitu królewskiego w wykonaniu przasnyskich władz. W rynku, zwanym niegdyś małym parkiem, miasto zafundowało nam betonową pustynię bezpowrotnie niszcząc klimat tego miejsca.

Przypomnijmy: według miejskich annałów w dniu 22 maja 1949 roku w czynie społecznym zerwano bruk z nawierzchni rynku i latem tegoż roku zastąpiono go zieleńcami. Okolice ratusza stały się ozdobą miasta. Według opowieści sędziwej mieszkanki: "Na rynku w latach 60-70-tych XX w. było, jak w bajce. Mnóstwo bujnej zieleni, alejki, ławki, fontanna. Wszystko wprost tonęło w kwiatach, a Przasnysz nazywano miastem róż. O roślinność po gospodarsku dbał Pan Szarmach. Było jak w raju, z przyjemnością tam przebywałam" - rozrzewnia się. "To było miejsce spacerów, spotkań sąsiedzkich, wypoczynku. Park wypełniał śpiew ptaków i dziecięce śmiechy. Serce omal mi nie pękło, kiedy uśmiercono to, co rosło i cieszyło oczy tyle lat. Teraz już rynek nie dla mnie, po pięciu minutach na takim nieosłoniętym poligonie dostałabym udaru. Świnie - nie gospodarze" - mówi ze łzami w oczach.

Czy jest gdzieś kres urzędniczego okrucieństwa, bezmyślności, beztroski? Nie wiem czemu należy przypisać ten brak wrażliwości i zwykłe barbarzyństwo. Może to kwestia myślenia o sobie, jako o panach stworzeń wszelkich i całej Natury? Uzurpują sobie prawo do unicestwiania piękna, zalewając je betonowymi płytami. Nawet przy maksimum dobrej woli trudno pojąć zamiłowanie do wycinki zdrowej roślinności. Nie trafiają do mnie słowa, że rynkowi przywrócono jego pierwotny, historyczny kształt. Owszem, przed wiekami, gdy serce miasta pełniło rolę placu targowego, brak drzew był uzasadniony. Planując "rewitalizację" z perspektywy Bacówki nie dostrzeżono widocznie faktu, że od dziesięcioleci targowisko miejskie znajduje się w zupełnie innym miejscu. Niezrozumiałym dla mnie jest obdarzenie mieszkańców tą patelnią niemiłosiernie nagrzewającą się w upały. Trzeba przyznać - w późniejszych latach mały park był zaniedbany, ale to chyba nie jest wystarczający powód by rewitalizację zastąpić rzezią? Rewitalizacja to przywracanie życia obszarom zdewastowanym. W rynku odbyła się planowa przyrody eksterminacja! Zniknęły 33 drzewa oraz 375 m2  krzewów i żywopłotów. 25 drzew zostało przesadzonych. Wycięto głogi, świerki, lipy, śliwy ałycze, jarzęby szwedzkie. Obecnie mamy industrialną, odpychającą i obcą człowiekowi przestrzeń, mającą więcej wspólnego z lotniskiem niż ogrodem. Dzięki urzędowi miasta, możemy z powodzeniem ponownie otwierać jatki i wzorem średniowiecznej tradycji handlować rąbanką. A może Bacy chodziło o coś innego? Pusty, pozbawiony charakteru plac stał się doskonałym tłem dla siedzącego na tronie,  w otoczeniu niskopiennych drzewo-krzewów gazonowych, władcy. Idealne miejsce, w którym przasnyszanie mogą oddawać cześć i składać dary! Może burmistrzowi zamarzyło się odbieranie defilad i pochodów wśród okrzyków Vivat Baca, vivat Rex!

Podobnie z drzewami przed Klasztorem Ojców. Trudno pojąć, że ktoś podpisał zgodę na zagładę przepięknej, zabytkowej zieleni, znakomicie korespondującej z gotycką, monumentalną bryłą Kościoła. Jak bezmyślnym arogantem trzeba być, by w okamgnieniu pozbyć się wiekowych drzew, zasadzonych ręką naszych przodków. Miejsc wycinki jest więcej:
- Osiedle Orlika, gdzie metodycznie od wielu lat usuwana jest wszelka zieleń (wierzby płaczące!).
- W celu eliminacji wronich gniazd, w barbarzyński sposób okaleczono drzewa przy pawilonach handlowych. Spodziewam się, że na skutek tej operacji niebawem zamrą,
- ul. Żwirki i Wigury,
- dziedziniec szkoły nr. 1.

- okolice mostu na Węgierce (ul. Joselewicza), gdzie w dwóch turach dokonano siekierezady wszystkich drzew i krzewów. (m. in. trzech topoli, dwóch jesionów, śliwy, klonu, orzecha i 146 m2  krzewów). Rzekomo były chore, krzywe i zagrażające. Czy prokuratura cokolwiek zdziałała w sprawie tej oczywistej zbrodni na zdrowej, dającej schronienie ptakom, zieleni? Nie wiem, choć wątpię...
- ul. Piłsudskiego. Można zrozumieć wycinkę, pod warunkiem poszerzania jezdni. Ale tam się ją zwęża! Dotychczas drzewa zacieniały ulicę, chroniły posadowione przy niej posesje przed hałasem, wstrząsami i pyłem. Zamiast tego będzie pas zieleni, która wzorem Szosy Ciechanowskiej w nieodległej przyszłości stanie się sięgającym kolan chwastowiskiem.
Przykłady działalności oszalałych rębaczy można mnożyć. Na ul. Makowskiej pomiędzy Cechem, a rondem wielkości guzika,  rosły jarzębiny. Jedna z nich - wyjątkowa, wyglądała jak zawiązana na supeł. Pamięta ktoś? Też wycięto! Komu przeszkadzały? Wykarczowano piękny krzew ozdobny przez kilkadziesiąt lat rosnący przed jednym z punktów usługowych, zasadzony ręką jego właścicielki. Na pytanie o przyczynę, odpowiedziano jej, że sprzątanie liści jesienią było kosztowne. Tyle, że liście sprzątała ona. Ręce opadają.
A słyszał ktoś o nowych nasadzeniach w mieście? W cywilizowanym świecie jest obyczaj sadzenia trzech młodych drzew, za jedno wycięte. Gdzie te nowe nasadzenia w Przasnyszu (poza rynkiem) się znajdują?
Zauważyliście drastyczny spadek liczby małego ptactwa? To też efekt bezmyślnego niszczenia wszystkiego, co zielone. Jeden maleńki ptaszek - jerzyk może zjeść nawet 20 000 szkodników miesięcznie. Jak tak dalej pójdzie zostaniemy żywcem zeżarci przez meszki i komary, z rozkoszą lęgnące się w bajorze okalającym Kępę. Baco, dziękujemy!

Jak daleko sięga niszczycielska siła urzędniczych pomysłów, dokąd zmierzają w poczuciu swojej nieomylności i przy braku elementarnej pokory? Aż boję się pomyśleć. Łapy precz od miejskiego parku, zarżnęliście już rynek, WYSTARCZY! Nie myślcie, że jestem hamulcowym wszelkich zmian, ale chyba nie trzeba być prorokiem, by dostrzec, że jeśli obecna ekipa weźmie się za "rewitalizację" dużego parku, to skończy się ona tak, jak w przypadku małego - jego zagładą.

Zielony jest kolorem nadziei, widocznie włodarze chcą nam ją odebrać. Nie łudźcie się. Nie pozbawicie nas marzeń, że miasto będzie rządzone przez ludzi szanujących jego przyrodnicze i kulturowe dziedzictwo. Nie pozbawicie wiary, że kiedyś na burmistrzowskim fotelu zasiądzie osoba kochająca Przasnysz i licząca się z opinią jego mieszkańców.

Śnięci obywatele Przasnysza, obudźcie się, póki do reszty nas nie zabetonują.
Kropla.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    SAS - niezalogowany 2013-07-12 18:53:16

    do pani: Władza w Przaśni wie lepiej co dla mieszkańców jest najlepsze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pani - niezalogowany 2013-07-12 18:24:49

    Tak wam się nic nie podoba to trzeba podpowiedzieć władzom co by mieszkańcy miasta chcieli aby było jeszcze w nim zrobione lub odnowione bo na pewno jest jeszcze  dużo do zrobienia mianowicie odnowienie  MDK jak i parku bocznych uliczek do rynku /ratusza/ odnowienie szkoły nr 2 i budynku po dawnym sądzie oraz tego na przeciwko starostwa itd.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    - niezalogowany 2013-07-12 02:26:42

    Ciąg dalszy tekstu w wątku forum "nie jest cacy, dość już bacy"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ePrzasnysz.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości