Reklama

Rozmowa z Włodzimierzem Lewickim

22/02/2011 00:30

Strażak Włodzimierz Lewicki został bohaterem i dumą naszego regionu. Stało się to po wydarzeniach z 6 września 2010 roku, kiedy to wraz z kolegą panem Robertem Jóźwickim uratował życie dwojga dzieci. Okoliczności tego wypadku znamy z lokalnych gazet. Dziś, po kilku miesiącach, możemy już na spokojnie porozmawiać ze "Strażakiem Roku 2010".

Długo zabiegałam o chociażby krótki wywiad z bohaterem. Dopiero po kilku telefonach zgodził się na rozmowę.

- Trudno mi było nakłonić Pana do rozmowy. Dlaczego?
- Jestem zwyczajnym człowiekiem nie przywykłem do rozgłosu. Tyle się działo przez ostatnie miesiące, udzieliłem kilkunastu wywiadów zrobiono mi mnóstwo zdjęć byłem wyróżniany a ostatnio brałem udział uroczystości nadania mi tytułu "Strażaka Roku 2010 ".

- Powinien się Pan cieszyć z tych dowodów uznania, być dumnym.
- Owszem, ale to wszystko... te nagrody, wyróżnienia, splendor onieśmielają mnie.

- Przecież mógł pan oczekiwać, że po takim pełnym poświecenia czynie będzie pan zauważony i wyróżniony?
- Ma Pani racje ale to wszystko mnie przerosło. Uważam, że z kolegą zrobiliśmy to co należało zrobić.

- Jest Pan bardzo skromnym człowiekiem czy to tylko poza?
- Nie, ja naprawdę taki jestem. Nie potrafię przejść obok ludzkiej tragedii obojętnie, już tak mam od zawsze. Chcę powiedzieć ,że zrobiłem co było w mojej mocy aby ratować te małe dzieci, nie powiem, że się nie bałem, pewnie Robert też się bał, ale odruch był silniejszy od strachu. Dopiero potem przyszła chwila refleksji. Dziś wiem, że dzieciaki dochodzą do zdrowia i jest to dla mnie i dla mojego kolegi najlepszą nagrodą.

-Z wcześniejszych wywiadów wiemy o panu wiele jako strażaku, a jak to było zanim przysłowiowy ""Wojtek"" został strażakiem?
- w moim przypadku było bardzo podobnie jak z Wojtkiem. Od najmłodszych lat interesowałem się strażą pożarną. Mój ojciec i dziadek byli strażakami, wiec i ja musiałem nim zostać. Od kiedy pamiętam brałem udział w życiu OSP w Obrębie, jeździłem do akcji, brałem udział w zawodach strażackich... W latach 1987-2005 byłem strażakiem zawodowym PSP w Przasnyszu. Płynie we mnie strażacka krew i nadal działam w strukturach OSP w rodzinnej wsi.

- Wiem że ma pan dzieci, czy z nich tez wyrosną strażacy?
- Mam troje dzieci Monikę Marcina i Agnieszkę. Mam nadzieję że syn pójdzie w moje ślady i tez zostanie strażakiem.

- Na zakończenie spytam pana czy trudno być bohaterem?
- Ja nim się nie czuje, ale myślę że trudno bo to miano powinno obligować do nieskazitelnej postawy, a ja taki całkiem cudowny nie jestem .

Dziękuję za rozmowę.

------------------------------------
Przypomnijmy:
Jadący od strony Mławy w kierunku Przasnysza Nissan Sunny wpadł w poślizg na mokrej z powodu intensywnych opadów deszczu jezdni. W wyniku poślizgu zderzył się z jadącym z przeciwnej strony Audi A4.

Nissan wpadł do rowu i zapalił się. Kierująca tym pojazdem, wyciągnęła  z palącego się auta jedno dziecko, dwoje jej własnych dzieci były uwięzione na tylnym siedzeniu, przez zakleszczone drzwi, których nie mogła otworzyć.

Dopiero dwaj mężczyźni – kierowca i pasażer drugiego pojazdu biorącego udział w zdarzeniu ewakuowali je po wcześniejszym wybiciu szyb. Dzieciom paliły się już ubrania i włosy, które zostały ugaszone przez ratujących. Refleksem i odwagą wykazał się kierowca Audi, który pierwszy ruszył na pomoc dwojgu uwięzionym w pojeździe dzieciom. Wybił szybę w samochodzie, po czym wydostał dzieci z płonącego auta.

Ratujący życie maluchów to emerytowany strażak z Komendy Powiatowej PSP w Przasnyszu Pan Włodzimierz Lewicki (aktualnie członek OSP Obrąb) oraz kierowca audi Pan Robert Jóźwicki. Gdyby nie ich postawa, szybka reakcja i zdecydowanie, byłby to wypadek o wiele tragiczniejszy w skutkach, gdyż samochód uległ całkowitemu spaleniu.

W momencie dojazdu służb ratowniczych wszystkie osoby poszkodowane były na zewnątrz pojazdów. Zajął się nimi zespól ratownictwa medycznego. Natomiast działania zastępów JRG polegały na podaniu jednego prądu piany ciężkiej do wnętrza samochodu i do komory silnika. Podano również jeden prądu wody w celu schładzania butli gazowej w bagażniku samochodu, z której w dalszym ciągu ulatniał się palący gaz. Nadmierne nagrzanie butli groziło jej wybuchem.

ZOBACZ ZDJĘCIA Z WYPADKU: ZDJĘCIA (kliknij)


Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MADI - niezalogowany 2011-03-23 15:51:43

    ,,Fundacja Przyszłość dla dzieci" ul. Tracka 5 10-364 Olsztyn z dopiskiem Dla Michała i Laury Gołębiewskich

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    aaaa - niezalogowany 2011-02-25 18:39:58

    jestem też strażakiem jeżdżę na każdą akcję i też pomagam ludziom, ale takich nagród nie dostaje. Jeżeli dostał je to powinien jakąś część przekazać tym dzieciom bo zbierają na ich leczenie i im by się to bardzo przydało. Przy ratowaniu tych dzieci pomagali też inni ludzie a został wyróżniony jeden

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    OOO - niezalogowany 2011-02-24 18:05:24

    TE WPISY TO JAK MEDIA-MARK POWINNI TEGO ZABRONIĆ.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ePrzasnysz.pl




Reklama