Zamknij

Tak świętowano majówkę w międzywojennym pow. przasnyskim

19:06, 03.05.2019 | Maria Weronika Kmoch
REKLAMA

Zazwyczaj, myśląc o majówce w przeszłości, przychodzą nam na myśl pochody pierwszomajowe z okresu PRL. Dzisiaj cofniemy się do międzywojnia, by dowiedzieć, jak wyglądała majówka w ówczesnym Przasnyszu i Jednorożcu... Niestety ze względu na ograniczoną ilość źródeł mam niewiele materiałów na temat tego zagadnienia, bo na razie jedynie z dwóch miejscowości, ale liczę na to, że odnajdę kolejne i będę mogła uzupełnić wpis. Niemniej uważam, że to, co mam, już jest bardzo ciekawe. Przekonajcie się sami! 


Warto na początek zauważyć, że majówka to zwyczaj, który pojawił się w XVIII w. Najpierw na majówki wyjeżdżał władca - w tym wypadku Stanisław August Poniatowski - oraz arystokracja. "Potem stopniowo następowała demokratyzacja wyjazdów, czyli w miejsce arystokracji pojawiło się zamożniejsze mieszczaństwo, potem niższe grupy społeczne: zwykli robotnicy i domowa służba. Dla nich taki jednodniowy wyjazd to była wielka atrakcja". Co więcej, majówka nie była związana z długim weekendem na początku maja, a z... Zielonymi Świątkami. Świętowanie w czasie tej uroczystości ruchomej, wypadającej w maju jako dwudniowe obchody, sprzyjało wyrażaniu radości z wiosny. To okazja do pierwszego w roku zachłyśnięcia się słońcem. 

Jak majówki spędzano w Przasnyszu w okresie po odzyskaniu niepodległości? Jak zapisał Mieczysław Nizielski, który w 1978 r. spisał swoje wspomnienia na konkurs „Pamiętnik Przasnyski”, rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja była obchodzona w II RP bardzo uroczyście. Pokusił się o stwierdzenie, że obchody tego święta, podobnie jak 11 listopada, przebiegały w Przasnyszu bardziej podniośle niż w innych miejscowościach kraju. Miał zapewne na myśli miasteczka wielkości Przasnysza, ewentualnie miejscowości gminne, gdyż w większych ośrodkach miejskich obchody 3 Maja były z pewnością organizowane z większym rozmachem. Od 28 IV 1919 r. dzień 3 Maja był świętem państwowym. Upowszechniło się w latach trzydziestych. "Było to święto radości i młodości – jakby symbol odrodzonej Polski – gdyż oprócz uroczystości oficjalnych obejmowało również imprezy sportowe, zabawy ludowe, majówki, mające jednak również zorganizowany charakter". 

fot. Magistrat miasta Przasnysza w 1937 r.

Jako uczeń szkoły powszechnej wraz z kolegami i koleżankami na długo przed majówką przygotowywał się do święta 3 Maja. Dzieci uczyły się śpiewać pieśń „Witaj, Majowa Jutrzenko”. Poza tym Dekoracja klasy szkolnej, robienie chorągiewek o barwach narodowych, robienie szarf dla maluchów i uczenie się piosenek o tematyce Trzeciomajowej pochłaniało nam czas i z wielką niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego Wielkiego Dnia. Kiedy Nizielski był starszy i należał do organizacji młodzieżowej, przygotowania do święta wyglądały podobnie, choć pojawiły się nowości, jak nauka marszu w szeregu. Młodzież wypożyczała z koszar broń długą z przeznaczeniem na paradę.

Ważnym elementem obchodów była msza św. w kościele farnym. W pochodzie pierwszomajowym brało udział całe społeczeństwo miasta: szkoły polskie i żydowskie, harcerstwo, straż pożarna, organizacje młodzieżowe i społeczne, ludność miasta Przasnysza, no i naturalnie nasze Polskie Wojsko – ułani. Stało bowiem w Przasnyszu w koszarach dwa szwadrony ułanów 11 pułku.

fot. Uroczystości w Przasnyszu przed II wojną światową – w tle Dom  Sportowy (dzisiejszy Miejski Dom Kultury). Źródło.

Pochód przemierzał miasto ze śpiewem i dźwiękami orkiestry strażackiej. Po dotarciu na rynek głos zabierali przedstawiciele władz samorządowych. Dzieci ustawiano wedle wieku przed budynkiem magistratu (dzisiejsze Muzeum Historyczne). Całe miasto tonęło w dekoracjach.
Pamiętnikarz szczególnie zapamiętał pierwszą od odzyskania niepodległości rocznice uchwalenia Konstytucji 3 Maja, czyli dzień 3 V 1919 r. Dziwił się, że w obchodach wzięło udział tak wielu mieszkańców i gdzie mieszkali. Pamiętajmy bowiem, że długo Przasnysz, przynajmniej w części, pozostawał w ruinie po walkach w 1915 r. W 1919 r. Niektóre z przemówień były tak czułe, że same łzy cisnęły mi się do oczu, a kiedy zaintonowano pieśń "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród" – wielu się rozpłakało, ludzie całowali się, ściskali i obiecywali sobie wierną służbę dla dobra odzyskanej Ojczyzny. Chociaż w czasie I wojny światowej okupant zabrał większość dzwonów z przasnyskich kościołów, by je przetopić, pozostałe rozbrzmiewały radośnie. 

fot. Kościół farny w Przasnyszu.

Jak przekonywał M. Nizielski, entuzjazm z okazji 3 Maja był powszechny i szczery. Łączył ludzi różnych narodowości, wyznań, poglądów. Wydawało się, że ta Wielka Konstytucja z przed lat uchwalona została dzisiaj, teraz przed chwilą i dlatego rozentuzjazmowane społeczeństwo z taką radością je wita.

W 1937 r. w przasnyskich koszarach osadzono młodzież męską z Junackich Hufców Pracy. Pochodzili z województw wschodnich: wileńskiego, poleskiego, nowogrodzkiego i wołyńskiego. W okresie zimowym uczyli się w budynkach koszarowych, w letnim – pracowali w terenie, np. przy regulacji rzeki Orzyc.

Junackie Hufce pracy uroczyście obchodziły Święto Pracy. Tego dnia – wolnego od pracy – wyróżniający się junacy otrzymywali nagrody, wręczane na akademiach i wieczornicach. Według M. Nizielskiego obchód tego święta świadczył o postępującej demokratyzacji społeczeństwa.

W lasku Rostkowiak organizowano majówkowe spotkania. Był to popularny kierunek miejskich wypadów od wielu lat. Jak podkreślił M. Nizielski, w okresie międzywojennym w Rostkowiaku podczas majówek nie widywało się pijanych osób. „Bardziej dbano o opinię, szanowano pieniądze gdyż zdobycie ich było bardzo trudne” – konstatował. Z powodu bliskości tego miejsca do Rostkowa i Golan było to święto także dla tych miejscowości. Do lasku dowożono przasnyszan różnymi środkami lokomocji.

fot. Las "Rostkowiak" widziany z drogi Przasnysz-Ciechanów. Fot. Mirosław Krejpowicz.

Majówka w Jednorożcu i okolicach to szczególny czas ze względu na to, że 4 maja przypada(ł) odpust ku czci św. Floriana, patrona parafii Jednorożec. Spędzanie majówki w miejscu, gdzie odbywał się odpust, było popularnym rozwiązaniem, jakie często wybierali nasi przodkowie.
Anna Urlich ze Stegny tak wspominała ten czas: Już od rana ciągnęli handlarze ze straganami, na których rozkładali swój towar różnego rodzaju. Zjeżdżało też wesołe miasteczko z karuzelami i magikami. Siłacze popisywali się swoimi pokazami: rozginali podkowy, rwali łańcuchy, gięli w dwóch palcach gwoździe. Jednego razu pokazywano taki numer: do wykopanego dołu kładł się mężczyzna, inni przykrywali go deską i zasypywali ziemią. Po pewnym czasie odpływali go, a wszyscy podziwiali, że się nie udusił. 

Od rana też z sąsiednich wsi zjeżdżali ludzie wozami lub ciągnęli pieszo, aby wziąć udział w nabożeństwie. Każdy na tę okazję ubierał się jak najpiękniej, często szyjąc nową kreację. Odpust był swoistego rodzaju rewią mody. 

Odbywało się kilka nabożeństw. Uroczystość w kościele kończyły nieszpory, a dopiero po nich rozpoczynała się zabawa taneczna w remizie.

fot. Grupa mieszkańców Jednorożca przed remizą strażacką w Jednorożcu w latach trzydziestych XX w. Zbiory Muzeum Historycznego w Przasnyszu.

Jak wyglądała? Otóż była biletowana. Na scenie urządzano bufet. Orkiestra ulokowana była w kącie koło sceny na podwyższeniu. Wokół Sali stały ławki, na których rozsiadały się starsze gospodynie i przyglądały się tańczącym, nierzadko obmawiając ich. Po paru tańcach w sali robiło się szaro od kurzu. Wtedy jeden z organizatorów zabawy szedł przez salę z wiadrem wody i polewał podłogę. Na jakiś czas to pomagało, ale wtedy tańczono w małym błotku. 

Poza tym na 3 maja w Jednorożcu organizowano, podobnie jak z okazji Święta Niepodległości, defiladę. Odbywała się w godzinach przedpołudniowych. W poprzek szosy wisiały transparenty; organizacje maszerowały. Następnie organizowano różnego rodzaju zawody jak marsze, biegi. Kiedyś pierwsze miejsce w biegach zajęła 45-letnia Katarzyna Wilga członkini Związku Obywatelskiej Pracy Kobiet. W części wsi oddalonej od szosy i nazywanej przez ludność "Kocimi nerkami" (obecnie u. Zielona) usytuowana byłą, piękna strzelnica. Tam odbywały się zawody strzeleckie, w których brali udział mężczyźni i kobiety. Zdarzało się, że w imprezie tej brał udział sam starosta przasnyski. Wtedy on wręczał dyplomy zwycięzcom. 

Na tych zawodach schodził dzień, aby wieczorem zakończyć uroczystość capstrzykiem. Za wsią przygotowywano stos drzewa. Wokół stosu gromadzili się ludzie. Gdy już było ciemno zapalał stos ktoś znaczniejszy we wsi i zaczynały się śpiewy, deklamacje, skecze. Nie wiem czemu, ale zawsze sypały się snopy iskier z tego ogniska dając piękne widowisko. Gdy ognisko zaczynało dogasać młodzi chłopcy popisywali się zręcznością i skakali przez ogień. 

Na podstawie zaprezentowanych materiałów można wywnioskować, że majówka w Przasnyskiem w okresie międzywojennym to czas pełen radości, żywego zainteresowania mieszkańców świętowaniem symboli związanych z polską państwowością, dziękczynienia Bogu oraz zabaw, spotkań i odpoczynku na łonie natury. I tego Wam życzę na tegoroczną majówkę!

 

Maria Weronika Kmoch (Kurpianka w wielkim świecie)

[DAWNY]1557918949792[/DAWNY]



Bibliografia:
I. Źródła:
Archiwalia:
Muzeum Historyczne w Przasnyszu:
Nizielski M., Przasnysz i ja (pamiętnik), „Pamiętnik Przasnyski”, 3 (1978), Mźr. 24/4;
Urlich A., Wspomnienia stegneńskiej kurpianki poprawione i uzupełnione, Warszawa 2004, sygn. Mźr 282.

II. Opracowania:

  • https://nowosci.com.pl/tak-przed-wojna-swietowano-3-maja/ar/11278336
  • http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21714078,mt-jak-spedzali-majowke-nasi-przodkowie-gdzie-jezdzili.html?disableRedirects=true
(Maria Weronika Kmoch)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© eprzasnysz.pl | Prawa zastrzeżone