Wtorek, 24 kwiecień 2018
Pogoda na dziś:
temp. °C
temp. odcz. °C
wiatr km/h
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików coockies w Twojej przeglądarce.
Przasnysz » dzisiaj · okolice · dawniej · historia Informator » urzędy · kościoły · kawiarnie · bary · restauracje · pizzerie · hotele Zabawa » chat · konkursy Praca
Aktualności
Galeria
 
Średnie kursy walut
EURUSDGBP
4,22 zł
(-0,38%)
3,82 zł
(-0,31%)
5,88 zł
(-0,02%)
 
 
Massa tabulette, czyli wizyta w Sejmie…
(12 listopad 2011)

Pod koniec października br., miałem okazję zajrzeć do budynku Sejmu RP, czyli jeszcze w czasie wielkiego sprzątania między jedną kadencją a drugą, polegającego zwłaszcza na wietrzeniu tapicerek foteli, zmożonych po czterech latach znojnej służby pod poselską sempiterną.

Sala obrad w rzeczywistości nie wygląda ani tak imponująco – jak w TV – ani nawet szczególnie poważnie. Dopiero, gdy się widzi ją bezpośrednio, patrząc z góry – z galerii – na  ciżbę upchanych foteli, najlepiej dociera myśl o bezsensie organizacji tego wszystkiego.


460-ciu deputowanych – zapewne wzorem poprzednich kadencji – w większości raczej cwanych macherów (i macherek!) od PR-u, których w normalnych warunkach w ogóle nie powinno być w polityce, a którym jakoś szczęśliwie udało się wykiwać w sumie parę milionów głosujących obywateli – niebawem na dobre rozsiądzie się w ławach.

Czy rzeczywiście potrzeba aż 460-ciu?!...

Na dobrą sprawę ze dwie trzecie tego towarzystwa – w każdej z opcji politycznych, jakie wkrótce potworzą kluby – to partyjna massa tabulette, którą spokojnie można by odesłać do domów, a sprawy bez nich – tylko z udziałem liderów – i tak potoczyłyby się podobnie. (Trzeci lub czwarty garnitur szeregowych posłów wziętych w cugle za twarz i kieszeń dyscypliną klubową...)

Niczym w pigułce leku, massa tabulette, czyli wypełniacz – niosący na sobie śladową ilość substancji czynnej (przynajmniej z założenia leczniczej!) – sam w sobie na nic większego wpływu nie ma – poza tym, że jest zwykle jakimś rodzajem cukru (np. skrobią, sacharozą), a cukier – wiadomo – służy przeważnie do „cukrzenia”, choć nie zawsze bywa słodki.

Zatem wspomniana "masa"... jest bo jest – bo tak się podobno stosuje z dawna. Ponoć sama "substancja czynna" gdzieś po drodze by przepadła, miast dotrzeć we właściwe miejsce.

W Sejmie partyjne elyty (nie mylić z „elitą”!), "same" z pewnością nie "przepadną", a wręcz jeszcze szybciej dogadają się  między sobą. Tymczasem z musu ciągną z tyłu resztę parlamentarnego stadła, rozmnożonego przez bezsensowne prawo.

Posłowie z „massa tabulette” to w zasadzie same koszty. Znakomita większość zabiera głos z rzadka, a jeśli już – to najwyżej odczytując gotowe, podsunięte im sprawozdania z komisji lub stanowiska w imieniu klubów. O ile coś od siebie, to najwyżej jakieś mało znaczące rocznicowe oświadczenia. Bywają i tacy, co w ciągu całej kadencji nie mieli na koncie żadnej (!) interpelacji.

Uposażenie poselskie rocznie – zakładam – to co najmniej 70.000 zł, co po przemnożeniu przez 2/3 „trutni”, dałoby lekko 20 milionów oszczędności. A gdyby jeszcze przy tym przejrzeć etaty pracowników sejmowych (w liczbie 2 tys.!) m.in. tych od obsługiwania „massa-tabuletowych" parlamentarzystów?..

Zatem ciapnąć swobodnie po 60% z każdego klubu i odesłać w drogę powrotną do ich wsi i miasteczek! Powyborcze proporcje i tak pozostaną zachowane.

W I Rzeczpospolitej, obejmującej powierzchnię prawie trzy razy większą od obecnej, będącej wielonarodowościowym tyglem, liczącym się mocarstwem, toczącym różne trudne sprawy – w tym wojny...  w Sejmie zasiadało 167 posłów!

Pewien parlamentarzysta opowiadał mi kiedyś po cichu o… (czytaj dalej)

Tomasz Ulatowski
powrót
 
 
  strona główna O mieście :: Informacje o serwisie :: Reklama :: Nasze logo :: Kontakt  do góry  

ePrzasnysz © www.luba.int.pl 2006. 0.01 s.