Piątek, 19 styczeń 2018
Pogoda na dziś:
temp. °C
temp. odcz. °C
wiatr km/h
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików coockies w Twojej przeglądarce.
Przasnysz » dzisiaj · okolice · dawniej · historia Informator » urzędy · kościoły · kawiarnie · bary · restauracje · pizzerie · hotele Zabawa » chat · konkursy Praca
Aktualności
Galeria
 
Średnie kursy walut
EURUSDGBP
4,22 zł
(-0,38%)
3,82 zł
(-0,31%)
5,88 zł
(-0,02%)
 
 
Mediokracja...
(10 lipiec 2010)

Wyobraźmy sobie, że jestem właścicielem jednego z wiodących mediów w kraju – poczytnego dziennika, a jeszcze lepiej – telewizji o wysokiej oglądalności. Na początku kampanii wyborczej (prezydenckiej lub parlamentarnej), ogłaszam w swoim serwisie informacyjnym wyniki sondażu, przeprowadzonego przez ankieterów mojej stacji (redakcji), na temat popularności potencjalnych kandydatów.

Z owych badań wynika mi niezbicie, że na ogólną liczbę rywali, tak naprawdę liczy się zaledwie jeden, względnie dwóch – kandydat X oraz kandydat Y. Za nimi opowiedziała się ponoć największa liczba moich tzw. respondentów.

Jaki wniosek wyciągną odbiorcy takiego newsa od największego nadawcy? Na których kandydatach skupią swoją uwagę?...

Oczywiście tylko ja wiem ( i ewentualnie wąziutkie grono zaufanych), że w rzeczywistości żadnych badań nie prowadziłem lub co najwyżej dla pozoru je zamarkowałem, zaś rzekome wyniki owej „sondy” – wyssane z palca – mają na celu wskazać szerokiej opinii publicznej słusznego kandydata lub co najwyżej dwóch „jedynie słusznych”, a już na starcie utrącić wszystkich pozostałych.
Dla wzmocnienia oczekiwanego efektu, wieść o rewelacyjnych wynikach swoich badań powtórzę jeszcze kilkakrotnie w porze najwyższej oglądalności oraz dodatkowo rozpętam obsesję „zmarnowania głosu” przez popierających kogoś z „drobnicy”, czyli któregoś z „nieliczących się” kandydatów.

Jaki mam w tym interes i co to znaczy „słuszny kandydat”? To proste – ano taki, który jest zgodny z oczekiwaniami określonych służb, określonych układów lub określonych kapitałów.
Po pewnym czasie, w miarę rozkręcania się kampanii wyborczej, prawdziwe instytucje badawcze – rozmaite OBOP-y, rzecz jasna – faktycznie wypuszczą na ulice swoich ankieterów, uczciwie nagabujących przypadkowych przechodniów, typujących próby reprezentatywne, sumiennie przetwarzających zgromadzone dane itp., itd. Ale cóż będą mogli usłyszeć od przebadanych wzdłuż i w poprzek, zwykłych kowalskich – jakież to rewelacje?... Tylko te, które wcześniej wbiłem owym kowalskim do głów. Wyniki prawdziwych sondaży – nawet te najdokładniejsze – będą siłą rzeczy, aż do wyborów, bliskie moim.
Otóż, żeby uniemożliwić taką – wcale nie hipotetyczną – sytuację, należy wprowadzić bezwzględny zakaz publikacji sondaży przedwyborczej popularności – od momentu ogłoszenia kampanii do zamknięcia lokali wyborczych...


Cały wpis można przeczytać na stronie Tomasza Ulatowskiego:  www.zmojejstrony.info
powrót
 
 
  strona główna O mieście :: Informacje o serwisie :: Reklama :: Nasze logo :: Kontakt  do góry  

ePrzasnysz © www.luba.int.pl 2006. 0.02 s.