Wtorek, 19 marzec 2019
Pogoda na dziś:
temp. °C
temp. odcz. °C
wiatr km/h
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików coockies w Twojej przeglądarce.
Przasnysz » dzisiaj · okolice · dawniej · historia Informator » urzędy · kościoły · kawiarnie · bary · restauracje · pizzerie · hotele Zabawa » chat · konkursy Praca
Aktualności
Galeria
 
Średnie kursy walut
EURUSDGBP
4,22 zł
(-0,38%)
3,82 zł
(-0,31%)
5,88 zł
(-0,02%)
 
 
Wraca Lizbona
(02 październik 2009)
Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział, że zaraz po przeprowadzeniu powtórnego referendum w Irlandii w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego, podpisze jego ratyfikację  także w Polsce. W wypowiedziach prezydenta nie ma już żadnych obiekcji spowodowanych nawet brakiem ustawy kompetencyjnej, która poprzednio była podstawowym argumentem używanym przeciwko natychmiastowej akceptacji tego traktatu. Dziś, w świetle badań opinii publicznej nie ma wątpliwości co do  wyniku irlandzkiego referendum. Nie ze względu na zaangażowanie po stronie zwolenników Lizbony, Lecha Wałęsy, poprzednio sojusznika  antylizbońskiego lidera Galeny,a i Jerzego Buzka, ale ze względu na międzynarodową presję wywieraną na  ten, naród, Irlandczycy najprawdopodobniej opowiedzą się za nowym traktatem. W ten sposób umożliwią Lechowi Kaczyńskiemu wybrnięcie z niezrozumiałej przez opinię publiczną sytuacji, w której polski prezydent najpierw wynegocjował traktat i ogłosił go wielkim sukcesem, a następnie zwlekał z jego ratyfikacją. Ale to wybrnięcie z trudnej osobiście sytuacji nie jest sukcesem, ani Polski, ani polskiej wizji Unii Europejskiej. Bo traktat lizboński, tak fetowany przez obu braci Kaczyńskich po jego wynegocjowaniu, żadnym sukcesem polskiej polityki nie jest. Traktat ten radykalnie osłabia naszą pozycję we współpracy europejskiej. Siła polskiego głosu według traktatu nicejskiego wynosząca 93% wartości głosu niemieckiego spada w traktacie lizbońskim do poziomu 48%. Co gorsza struktura podejmowania decyzji przyznająca dominację największym państwom, pozwala na zupełnie pomijanie polskiego stanowiska, nawet w kluczowych dla nas sprawach.. Tworząc zręby wspólnej polityki zagranicznej i obronnej , w sytuacji, gdy stanowisko największych państw w tych kwestiach jest radykalnie odmienne od polskich interesów geopolitycznych, godzimy się przyjmując ten traktat na zupełnie podrzędną i przedmiotową pozycję w strukturach unijnych, oraz rezygnacje z realizacji naszych kluczowych dla naszego bezpieczeństwa  interesów, zwłaszcza w polityce energetycznej i wschodniej. Model podejmowania decyzji według ustaleń lizbońskich, w praktyce przyznaje  Niemcom rolę hegemona w naszej części Europy. Jedną z konsekwencji osłabienia politycznej pozycji Polski  w strukturach unijnych wedle lizbońskich ustaleń jest lekceważenie Polski przez stany Zjednoczone i zerwanie umowy w sprawie tarczy antyrakietowej.  Traktat ten stwarza także mechanizm wymuszania przez dominujące państwa  rozszerzania kompetencji  instytucji unijnych kosztem  uprawnień państw członkowskich. Szczególnie niebezpieczny jest to mechanizm dla tożsamości ideowej  Unii. Sam traktat rugując chrześcijaństwo z katalogu wartości  i wprowadzając koncept „orientacji seksualnych’ dokonał redefinicji  europejskiej tożsamości zagrażającej  obecności w płaszczyźnie publicznej chrześcijańskiemu dziedzictwu kulturowo-moralnemu. Tworzy to podstawę do wzrastającej ingerencji i presji  na państwa członkowskie w celu akceptacji skrajnie libertyńskiego modelu kultury i prawodawstwa, lansowanego przez unijne instytucje, a zwłaszcza Europejski trybunał sprawiedliwości.
Porażka traktatu lizbońskiego w irlandzkim referendum była wielką szansą na naprawę błędów negocjacyjnych premiera Kaczyńskiego i nierozumnie pośpiesznej sejmowej ratyfikacji uzgodnionej przez prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska, rezygnującej z możliwości, przynajmniej częściowej poprawy niekorzystnych zapisów traktatowych. Niestety prezydent nie stwierdził, zgodnie z unijnym prawem  opierającym się  na zasadzie   jednomyślności i równości wszystkich państw członkowskich Unii, wygaśnięcia procesu ratyfikacyjnego spowodowanej odmową jego ratyfikacji przez jedno z państw członkowskich , ale poprzez stwierdzenie oczekiwania na rezultat ponownego referendum, wziął udział w międzynarodowej presji na przeprowadzenie powtórnego referendum. Już sam fakt wymuszania powtórnego referendum jest akceptacją przekreślenia w praktyce, zasady równości wszystkich państw członkowskich. Nikt bowiem nie usiłował wymuszać na Francji i czy Holandii przeprowadzenie powtórnego referendum po porażce traktatu konstytucyjnego. Zaakceptowanie zasady nierówności państw członkowskich, jest tym samym podważeniem pozycji Polski w strukturach unijnych opierającej się dotychczas na niepodważalności zapisów traktatowych. Godząc się na przeprowadzenie powtórnego referendum, zarówno prezydent, jak i rząd dokonali zasadniczej reinterpretacji tej zasady, jako podstawy do wykonywania permanentnej presji na państwa niezgadzające się z postulatami państw dominujących. Powtórne referendum irlandzkie jest  samo w sobie  pokazaniem mniejszym państwom ich rzeczywistego miejsca w unijnej rzeczywistości. I na taką Pozycję Polski zarówno prezydent, jak i premier dobrowolnie , bez żadnych zastrzeżeń wyrazili zgodę.
Jednak pomimo prawdopodobnego rezultatu powtórnego referendum, jest jeszcze cień szansy na obronę podmiotowej pozycji Polski w Unii Europejskiej. Do wejścia w życie traktatu lizbońskiego potrzebne są jeszcze dwa podpisy ratyfikujące prezydenta  Polski, Lecha Kaczyńskiego i prezydenta Czech Wacława Klausa. Bez tych podpisów traktat lizboński nie może wejść w życie. Przywódca brytyjskich konserwatystów Cameron zapowiada natomiast przeprowadzenie referendum w sprawie traktatu. Wynik brytyjskiego referendum obiecanego przecież  przez rząd  byłby jednoznacznie negatywny wobec traktatu lizbońskiego. Problem w tym, że może ono się odbyć dopiero po prawie pewnym zwycięstwie konserwatystów w majowych wyborach. A zatem odrzucenie tego skrajnie niekorzystnego dla polski traktatu jest jeszcze możliwe pod warunkiem dania szansy społeczeństwu brytyjskiemu wypowiedzenia się na jego temat. Aby to było możliwe, zakończenie procesu ratyfikacji nie może nastąpić wcześniej niż referendum brytyjskie. Jak donoszą media brytyjscy konserwatyści namawiają prezydenta Czech do wstrzymania się z podpisem ratyfikacyjnym do czasu  przeprowadzenia referendum w ich kraju. Stanowisko  czeskiego prezydenta uległoby z pewnością  wzmocnieniu, gdyby polski prezydent zadeklarował podobną postawę.  Bo przecież to Polska zyskuje najbardziej na utrzymaniu traktatu nicejskiego, jako podstawy funkcjonowania Unii Europejskiej.  
Marian Piłka
powrót
 
Treść opinii:
Autor:
Kod z obrazka:


Brak Waszych opinii do tego artykułu.
 
 
  strona główna O mieście :: Informacje o serwisie :: Reklama :: Nasze logo :: Kontakt  do góry  

ePrzasnysz © www.luba.int.pl 2006. 0.01 s.