Piątek, 18 styczeń 2019
Pogoda na dziś:
temp. °C
temp. odcz. °C
wiatr km/h
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików coockies w Twojej przeglądarce.
Przasnysz » dzisiaj · okolice · dawniej · historia Informator » urzędy · kościoły · kawiarnie · bary · restauracje · pizzerie · hotele Zabawa » chat · konkursy Praca
Aktualności
Galeria
 
Średnie kursy walut
EURUSDGBP
4,22 zł
(-0,38%)
3,82 zł
(-0,31%)
5,88 zł
(-0,02%)
 
 
Potrzeba alternatywy
(09 czerwiec 2009)
Spektakl z  ustalaniem list wyborczych do parlamentu europejskiego obu  dominujących na polskiej scenie politycznej ugrupowań dał przedsmak  charakteru polityki europejskiej jaką zamierzają one prowadzić. Zestaw kandydatów jest od Sasa do Lasa. Na  liście PO figuruje zarówno postkomunista Danuta Hubner, jak też były szef AWS marian Krzaklewski. Podobnie jest w PIS. Tu mamy zarówno głośnych przeciwników traktatu lizbońskiego, jak np. pani Krupa ale także jego gorliwych propagatorów Michała Kamińskiego ,Adama Bielana czy Pawła Kowala. Skład list pokazuje dobitnie, że za nimi nie kryje się żadna pozytywna koncepcja polskiej polityki  europejskiej. Nie ma też śladu potrzeby, ze strony zarówno tych partii  politycznych, jak i samych kandydatów, jakiejkolwiek potrzeby debaty na temat naszego miejsca w Unii europejskiej, czy przyszłości  naszej polityki unijnej. Bo cóż wspólnego mogliby ustalić, poza nic nie znaczącymi frazesami Danuta Hubner i współautor pisowskiego programu polityki europejskiej z 2005 roku Paweł Zalewski. Czy tęż co wspólnego ma   pani Krupa, która  stwierdziła w lutym tego roku, iż” dominują dziś siły które-akceptując zgodnie traktat lizboński (czyli także PIS)-godzą się na utratę suwerenności Rzeczpospolitej Polskiej i osłabienie jej pozycji w Europie”, z Kamińskim i Bielanem, którzy głoszą, iż, ten traktat jest wielkim „sukcesem”.
Obie dominujące partie traktują politykę europejską, jedynie jako pole starcia o własna dominację na krajowej scenie politycznej, a nie jako niezwykle ważne miejsce uprawiania polityki polskiej, od której w znacznym stopniu zależy nasza przyszła pozycja we współczesnym świecie. Bowiem PO-PIS  w obu swych partyjnych formacjach nie  prezentuje żadnej pozytywnej recepty na  zasadnicze wyzwania stojące przed naszym krajem  w unii Europejskiej. To wcale nie znaczy, że oba ugrupowania nie mają swojej „europejskiej” koncepcji polityki, ale boją się ujawnienia jej rzeczywistego charakteru. Koncepcja Donalda Tuska polityki europejskiej to koncepcja „prymusa  Unii”, koncepcja polityki realizacji wszystkich zamierzeń i celów, jakie dyktują największe państwa unijne. Polityka ta nie przynosząca Polsce żadnych wymiernych sukcesów ma być osłodzona „sukcesami „ personalnymi w strukturach unijnych. Jest to polityka programowej kapitulacji z polskiej podmiotowości w Unii. Jej niebezpieczeństwo polega na tym, iż w unii budowana jest obecnie  strukturalna hegemonia największych państw, których polityka w kluczowych dla Polski zagadnieniach, takich, jak gazociąg bałtycki, rozszerzenie Unii na Wschód, czy kwestia chrześcijańskiej tożsamości Europy, jest zdecydowanie przeciwna. Natomiast polityka PISu  różni się szumnymi deklaracjami obrony polskiego interesu narodowego, co trafnie definiuje program z 2005 roku, a następnie całkowitej kapitulacji, czego przykładem jest zarówno traktat lizboński, jak też zgoda podjęta w marcu 2007 roku na założenia trzeciego pakietu energetycznego. Dla Pisu trafne rozpoznanie zagrożeń i wyzwań służy tylko do wyborczej  mobilizacji opinii publicznej, i nie ma nic wspólnego z realizacją głoszonych postulatów. Dla PISu, podobnie, jak i dla Platformy  rzeczywista debata na temat charakteru dotychczasowej i wizji przyszłej polityki europejskiej jest zagrożeniem  ujawnienia ich rzeczywistego charakteru,  co oznaczałoby w konsekwencji utratę poparcia społecznego. Stąd start kampanii do wyborów europejskich  oznacza dla obu dominujących ugrupowań eskalację wzajemnego konfliktu i próbę    wciągnięcia opinii publicznej  w ten  żenujący konflikt. Zdominowanie debaty poprzez  wzajemne ataki nie mające nic wspólnego z charakterem wyborów europejskich i charakterem polityki unijnej, jest nie tylko próbą zakrycia przed społeczeństwem  charakteru własnej polityki europejskiej, jest także  próbą rozciągnięcia dotychczasowego konfliktu rozgrywanego na polskiej scenie politycznej, na płaszczyznę polityki europejskiej. Już w przeszłości mieliśmy do czynienia z  kompromitacją z kompromitacją przez oba obozy polityczne polski na arenie międzynarodowej. Żenujące spory prezydenta i premiera  obniżają nie tylko autorytet naszego kraju, ale czynią , nawet tak mało ambitną politykę, z jaką obecnie mamy do czynienia jeszcze mniej skuteczną.  Biorąc pod uwagę hierarchiczny i  swoiście „wojskowy” charakter dominujących partii politycznych ukierunkowanych w swej strukturze wyłącznie na wzajemny konflikt, sukces wyborczy obu dominujących partii oznacza rozciągnięcie dotychczas krajowego konfliktu na płaszczyznę parlamentu europejskiego. Jest to kolejne zagrożenie naszej pozycji w Unii Europejskiej, zagrożenie eskalacją nie tylko wzajemnego konfliktu, ale zagrożenie narastającą kompromitacją naszego państwa na płaszczyźnie unijnej.  I niewiele tu pomoże nawet pewna powściągliwość i stonowanie niektórych  eurodeputowanych, ponieważ logika partyjnego konfliktu o sukces w wyborach prezydenckich, a następnie w wyborach  do Sejmu, będzie dominować nad  wyrażaną przez niektórych chęcia zostawienia tego konfliktu na terenie kraju. Pokusa walki będzie tak wielka, że frakcje PO-PISu w parlamencie europejskim nie ustrzegą się również od uczestnictwa w tym konflikcie.
Dlatego nie tylko polskiej polityce europejskiej, ale w ogóle polskiej polityce potrzebna jest dziś alternatywa polityczna, alternatywa zarówno wobec  bezrefleksyjność i bezkoncepcyjności polityki europejskiej, jak też wobec agresywnego  i kompromitującego Polskie na arenie międzynarodowej modelu jej uprawiania. Oba dominujące ugrupowania nie są zdolne do zmiany swego postępowania. Dlatego potrzebna jest alternatywa polityczna dla ich polityki. Taką propozycją alternatywy jest Prawica Rzeczpospolitej. Koncepcja Marka Jurka  naszej polityki europejskiej opiera się na założeniu:tyle wspólnych instytucji, ile wspólnych interesów i wartości, nigdy odwrotnie. Z tego założenia wynika zarówno postulat odrzucenia traktatu lizbońskiego, radykalnie obniżającego siłę naszego głosu w strukturach unijnych, jak też waluty euro osłabiającej zdolność polskiej gospodarki do przezwyciężenia kryzysu, jak też potrzebę organizowania  europejskiej opinii chrześcijańskiej w obronie  chrześcijańskiej tożsamości Europy, praw rodziny i praw narodów i państw w strukturach unijnych. Koncepcja Marka Jurka polskiej polityki europejskiej jest koncepcją realistycznego wzmocnienia naszej pozycji i przeciwstawienia się dotychczasowej polityce kapitulacji realizowanej przez rządy Kaczyńskiego i Tuska.  Ta koncepcja też przeciwdziała rozszerzaniu konfliktu partyjnego na płaszczyznę europejską. I zapobiec może kompromitowaniu Polski na arenie międzynarodowej.
Te wybory dla dominujących partii politycznych są  tylko elementem  w ich walce o władzę, o władzę, która nie służy niczemu, tylko jej utrwalaniu. Ale te wybory mogą być także głosem na rzecz odrodzenia polityki polskiej, zastąpienie inwektyw i kłótni, spokojną wymianą argumentów i racji, mogą być szansą na poważne uprawianie polityki, to znaczy na rzetelną obronę polskich interesów. Mogą być szansą na  współpracę różnych sił  w działaniach na rzecz polskiego interesu  publicznego, ale do tego potrzebna jest alternatywa polityczna. Bo  obecne partie nie są i nie będą zdolne do uprawiania poważnej polskiej polityki europejskiej.


Marian Piłka
powrót
 
Treść opinii:
Autor:
Kod z obrazka:


Brak Waszych opinii do tego artykułu.
 
 
  strona główna O mieście :: Informacje o serwisie :: Reklama :: Nasze logo :: Kontakt  do góry  

ePrzasnysz © www.luba.int.pl 2006. 0.01 s.